poniedziałek, 20 maja 2019

W gościnie u de Girarda

    Tegoroczna wiosna jest bardzo kapryśna, jeśli chodzi o pogodę. Już dawno mieliśmy zaplanowaną ciekawą wycieczkę na niedzielę 19 maja. Niestety prognozy nie były na ten dzień najlepsze i realizacja naszych planów stanęła po dużym znakiem zapytania. Zwłaszcza jak po przebudzeniu ujrzeliśmy ciężkie burzowe chmury wiszące nad naszym domem. Ponieważ na wycieczkę umawialiśmy się z różnymi znajomymi, dzień zaczęliśmy od wykonania kilku telefonów, aby podjąć wspólnie decyzję czy jedziemy.
    Część osób zniechęcona niepewną pogodą się wykruszyła, ale byli też tacy, którym ewentualny deszcz niestraszny i dość dużą grupą udało nam się spotkać w wyznaczonym miejscu - czyli pod Dworcem PKP w Żyrardowie. Stamtąd wyruszyliśmy na zwiedzanie tego ciekawego miasteczka. Zaczęliśmy od przejazdu przez zabytkowe osiedle robotnicze. Następnie dotarliśmy na osiedle loftów, przekształcone z dawnych zakładów przędzalniczych de Girarda. Jest to bardzo klimatyczne miejsce, zbliżone troszkę w klimacie do dzisiejszej Łodzi i jej Manufkatury. W Żyrardowie zajrzeliśmy jeszcze do Muzeum Lniarstwa, ale ponieważ czas nas naglił nie mieliśmy czasu na zwiedzenie tego miejsca.




  
  Z Żyrardowa skierowaliśmy się w stronę Radziejowic. Po drodze zatrzymaliśmy się jednak jeszcze w okolicy miejscowości Tartak - Brzóski, aby odnaleźć grób jednej z pierwszych ofiar Aleksandra Popielarza, zwanego Krwawym - jednego z najbardziej znanych żyrardowskich mordercy lat międzywojennych. Grób udało się znaleźć, chociaż zapomniany pochłaniany jest przez rozrastające się krzewy i drzewa.

Fot. M. Mrówka
  W radziejowickim parku mieliśmy zaplanowany odpoczynek. Ponieważ Pałac i park w Radziejowicach my z mężem i dziećmi dobrze znamy, podczas gdy reszta grupy wyruszyła na zwiedzanie, my zasiedliśmy w pałacowej kawiarence na pyszną kawę, ciacho i lody. Park w Radziejowicach to jedno z naszych ulubionych miejsc pod Warszawą. Byliśmy tu już latem, jesienią i teraz przyjechaliśmy wiosną. Jeśli jeszcze tu nie byliście, to polecamy - naprawdę warto!



     Po dłuższym odpoczynku wyruszyliśmy w dalszą drogę - tym razem naszym celem był Mszczonów. Co prawda nie mieliśmy czasu, aby udać się na tamtejsze Termy, ale w knajpce nieopodal udało nam się zjeść naprawdę smaczny obiad. 
      W drodze powrotnej do Żyrardowa podjechaliśmy jeszcze w okolice budowanego pod Mszczonowem nowego kompleksu basenów - Park of Poland. Rozmach inwestycji robi naprawdę piorunujące wrażenie. Już nie możemy doczekać się otwarcia basenów :-)


       Ostatni przystanek zrobiliśmy sobie nad Zalewem Żyrardowskim, gdzie w dość dużym tempie zjedliśmy lody i ruszyliśmy w stronę budynku dworca, gdyż burzowe chmury znowu zaczęły się gromadzić nad naszymi głowami....
    

Trasa  - ok. 39 km


piątek, 10 maja 2019

Trójprzymierze 2019, Kozienice - dzień 4 i ostatni

             Wszystko co dobre szybko się kończy, więc niestety i kozienicki rajd dobiegł końca. Ostatniego dnia czekała nas jeszcze jedna trasa do przejechania, tym razem do Czarnolasu, do Mistrza Jana. Trasa proponowana przez organizatorów ponownie była zbyt długa na możliwości naszej młodzieży. Ponieważ zależało nam na zwiedzeniu Czarnolasu postanowiliśmy naszą małą grupką zrobić sobie wycieczkę "w tę i z powrotem", czyli dojazd i powrót tą samą trasą, aby pokonać możliwie najkrótszą odległość.
                   Pierwsza część trasy wiodła ponownie przez Śmietanki. Następnie przez Rudą, a potem przez las do miejscowości Molendy, gdzie znajduje się cmentarz ofiar I wojny światowej. Stąd do urokliwej Garbatki Letnisko, gdzie zrobiliśmy sobie krótką przerwę. Z Garbatki do Czarnolasu mieliśmy już tylko 9 km, które udało nam się dość sprawnie i szybko pokonać.
                W Czarnolesie spotkaliśmy uczestników rajdu, którzy dotarli dużo przed nami i kończyli już zwiedzanie. Po wspólnej kawie pożegnaliśmy się z główną grupą i sami ruszyliśmy w odwiedziny do Mistrza z Czarnolasu. I choć sama wystawa nie rzuca na kolana, to otoczenie czarnoleskiego dworku zachwyca. Cisza, spokój i ta zieleń... Można siedzieć i chłonąć ją godzinami.
                      Niestety tych godzin zbyt dużo nie mieliśmy i szybko nadszedł czas, aby wyruszyć w drogę powrotną. Ponieważ droga między Czarnolasem, a Garbatką była dość pagórkowata zdecydowałam się podpiąć Anielkę na hol, aby jak najszybciej dotrzeć do Garbatki i tam się posilić. Była to bardzo dobra decyzja. Anielka sobie odpoczęła przez ten odcinek, a po zjedzeniu zapiekanki nabrała sił, aby samodzielnie pokonać resztę drogi.
                   Zanim jednak wyruszyliśmy w stronę Kozienic, postanowiliśmy zatrzymać się przy bardzo ciekawej fontannie w formie kuli ziemskiej na głównym deptaku Garbatki. Stamtąd wyruszyliśmy na szlak drewnianych willi, aby podziwiać architekturę tej jakże uroczej miejscowości. Oj chciałoby się mieć tam choćby malutki domek letniskowy ;-)
                      Z Garbatki, pełni nowych sił wyruszyliśmy w drogę powrotną do Kozienic. Po dotarciu do bazy, nadszedł czas pożegnań, gdyż my musieliśmy wracać już do Warszawy.
                  W tym miejscu chciałabym podziękować całemu sztabowi organizatorów, za ich pracę i zaangażowanie. Choć wielu z nas się to nie mieści w głowie, oni tę tytaniczną pracę robią społecznie. A pracy jest bardzo bardzo dużo. Od znalezienia bazy noclegowej, przez opracowanie regulaminu, objazd tras, wreszcie załatwienie zwiedzań i przewodników, aż po przyjmowanie i potwierdzanie zgłoszeń uczestnikom. No i wreszcie praca na samym rajdzie. Przygotowanie pakietów, prowadzenie tras, przygotowywanie wieczorków i wiele wiele innych, o których my uczestnicy nie mamy nawet pojęcia. Nie będę wymieniać Was z imienia i nazwiska, ale każdemu z Was bardzo dziękuję za przygotowanie tej fantastycznej imprezy! Jesteście wspaniali!
                  Wielkie podziękowania kieruję również do zaprzyjaźnionej Rodzinki M., która wzięła mnie i Anielkę pod swoje skrzydła. Sami wiecie, że jeżdżenie z dziećmi jest "inne", nie gorsze czy trudniejsze, po prostu "inne". Ja tego się dopiero uczę, Wy jeździcie ze swoimi chłopakami już od dłuższego czasu. Dziękuję Wam za wyrozumiałość, cierpliwość i motywowanie Anielki do pokonywania kolejnych kilometrów! Bez Was byśmy nie dały rady ;-)


więcej zdjęć tutaj

Trójprzymierze, Kozienice 2019 - dzień 3

        Do trasy dzisiejszego dnia podeszliśmy na spokojnie. Poprzedniego dnia nasza dzielna młodzież: Anielka - lat 6,5, Paweł lat prawie 7 i Piotrek - lat 9, wykręcili samodzielnie 55 km. Stwierdziliśmy zgodnie, że w trasę pojedziemy tylko i wyłącznie jeśli młodzież będzie mieć siłę i chęci. Szybko się okazało, że jednak dzieci niesamowicie szybko się regenerują i o godz. 9.15 wszyscy byli gotowi do wyruszenia na kolejny rajdowy szlak.
            I tym razem postanowiliśmy pojechać własną trasę, chociaż w miejsce proponowane przez organizatorów, a mianowicie do Królewskich Źródeł. Jest to niesamowite uroczysko ukryte w głębi Kozienickiej Puszczy. Po tamtejszych bagnach biegną pomosty, na których można podziwiać to przepiękne miejsce. Nazwa zaś pochodzi od źródełka, które tam wybija, i z którego według miejscowych legend wodę miał pić sam Władysław Jagiełło. Dojazd do Źródeł kosztował nas trochę wysiłku. Nie dość, że tym razem leśne dukty były bardzo, ale to bardzo piaszczyste, to jeszcze się troszkę w Puszczy pogubiliśmy. Ale koniec końców dotarliśmy na leśny parking, gdzie odpoczywali już pozostali uczestnicy rajdu. Po wspólnym przejściu przez ścieżkę dydaktyczną, każdy wyruszył w swoją stronę.
            My skierowaliśmy się zielonym szlakiem w stronę Kociołków, skąd dotarliśmy do Śmietanek. Stąd już asfaltem wróciliśmy do bazy rajdu, do Kozienic. Tego dnia wykręciliśmy prawie 35 km.



Trójprzymierze 2019, Kozienice - dzień 2

             Na drugi dzień tegorocznego Trójprzymierza organizatorzy zaplanowali zwiedzanie Warki. A że miasto to jest położone od Kozienic dość daleko, to i przewidywana na ten dzień trasa była bardzo długa, bo aż 90 km. Oczywiste było, że Anielka nie da rady przejechać samodzielnie takiej odległości. A ponieważ Grześ jechać musiał, gdyż był szefem Niebieskich, ja wraz Anielką i naszą zaprzyjaźnioną Rodzinką M., która również brała udział w tegorocznym Trójprzymierzu, postanowiliśmy odłączyć się od grupy i pojechać tego dnia na własną trasę.
             Grześ zaproponował nam abyśmy z dziećmi pojechali do Studzianek Pancernych. Jest to miejscowość, pod którą miała miejsce jedna z największych bitew pancernych drugiej wojny światowej. Na pamiątkę tamtych wydarzeń w miejscowości utworzone zostało miejsce pamięci, na którego centralnym miejscu ustawiono czołg. Tuż obok - w budynku po starej szkole, miejscowy pasjonat utworzył prywatne muzeum tej wielkiej bitwy.
             Trasę do Studzianek również wytyczył nam Grześ. Niestety wiodła ona drogą krajową. Gdy byliśmy w tych rejonach ostatnim razem - na wycieczce w 2017 roku, krajówka nr 48 była naprawdę spokojną trasą. Ciężko było wręcz uwierzyć, że to droga krajowa. Niestety natężenie ruchu na tej trasie od tamtego czasu wzrosło kilkukrotnie. Pierwsze kilometry wycieczki były dla nas wręcz drogą przez mękę. Mijał nas TIR za TIRem, do tego bardzo mocno wiało. Daliśmy radę przejechać tak tylko kilka kilometrów. Zatrzymaliśmy się na pierwszym napotkanym leśnym parkingu, na wysokości miejscowości Cztery Kopce.
             Na szczęście mieliśmy ze sobą książkę, którą uczestnikom rajdu przekazał Wydział Promocji i Kultury Powiatu Kozienickiego. Jego Naczelnik - pani Lucyna Domańska-Stankiewicz - jest wielką pasjonatką zarówno kozienickiej ziemi, jak i aktywnego spędzania czasu na rowerze. Co roku organizuje powiatowe rajdy "Śladami historii". Każdy rajd jest perfekcyjnie przygotowany, uczestnicy otrzymują dokładne mapy i opisy danej trasy. Materiały te - zamieszczone na stronie powiatu - zostały również opublikowane w formie książkowej. I właśnie książkę tę otrzymaliśmy w naszych rajdowych pakietach. Załączone do niej mapy bardzo ułatwiły nam zaplanowanie alternatywnej trasy dla krajówki.
            Po skonsultowaniu map ze wspomnianego przewodnika "Śladami historii", postanowiliśmy kontynuować naszą trasę duktami leśnymi, licząc na to że nawierzchnia będzie dla nas łaskawa. Szybko okazało się, że była to bardzo dobra decyzja. Szlaki rowerowe wytyczone były leśnymi "autostradami", o lekko żwirowanej nawierzchni. Bardzo dobrze się po nich jechało, aż do Woli Chodkowskiej. Tutaj niestety schodziły się szlaki rowerowy i pieszy, a nawierzchnia zamieniła się w olbrzymią piaskownicę. Na szczęście był to dość krótki odcinek, a ostatnie kilometry przed Studziankami znów wiodły przez szeroki leśne drogi.

             Po przejechaniu 27 km dotarliśmy wreszcie do Studzianek i miejsca upamiętniającego wielką bitwę. Tutaj zrobiliśmy dłuższy odpoczynek, tak bardzo potrzebny szczególnie naszym najmłodszym rowerzystom. Po odpoczynku podjechaliśmy do pobliskiego muzeum. Zostaliśmy tam bardzo ciepło przyjęci przez właściciela, który gotów był opowiedzieć nam historię każdego zgromadzonego eksponatu. Niestety czas nas naglił, więc - chociaż opowieści były bardzo ciekawe - musieliśmy zakończyć zwiedzanie i ruszać w drogę powrotna do Kozienic.
             Od Studzianek jechaliśmy już trasą rajdową wytyczoną przez organizatorów. Wiodła ona przez Ryczywół, Wilczkowice Górne (gdzie zjechaliśmy z trasy, aby pooglądać z bliska kozienicką elektrownię), Świerże Górne aż do Kozienic.
                Tego dnia Anielka pobiła  swój rekord samodzielnej jazdy na rowerze - przejechała aż 55 km! Jesteśmy z niej tacy dumni!
 

Trójprzymierze 2019, Kozienice - dzień 1

                Trójprzymierze to doroczne majówkowe spotkanie rowerzystów z trzech zaprzyjaźnionych klubów - Welocypedu z Lublina, Kigari z Kielc i Wektora z Warszawy. W tym roku organizatorem rajdu był klub z Warszawy, a bazą rajdu - Kozienice.

               Rajd rozpoczął się we środę 1 maja, ale uczestnicy przybywali do Kozienic już od niedzieli. Na oficjalnym rozpoczęciu rajdu w kozienickim amfiteatrze stawiło się 108 osób. Uroczystego otwarcia rajdu dokonał prezes WKK PTTK Wektor Lechosław Rowicki. Na dobry początek uczestnicy otrzymali małe upominki, a także słodki poczęstunek w postaci pączków, które podarował dla wszystkich jeden z uczestników rajdu - kol. Adam Skorupski z Przedborza.



                Podczas otwarcia uczestnicy zostali podzieleni na 4 grupy. Każdej z nich został przydzielony przodownik turystyki kolarskiej, który prowadził grupy na szlakach rajdu przez następne dni. Dla łatwiejszego zorientowania się kto jest w kim z grupie, każda grupa otrzymała swój kolor. My zostaliśmy przydzieleni do grupy niebieskiej. Nie mogło zresztą być inaczej, gdyż szefem tej grupy był nasz Grześ ;-)
                O godz 13.30 grupy uformowały kolumny i wyruszyły na pierwszą rajdową trasę. Celem pierwszej wycieczki był urokliwy punkt widokowy w Kępeczkach. Droga do niego wiodła przez podkozienickie wsie o ciekawych nazwach, takich jak np. Samwodzie. Na punkcie widokowym kolarze mieli możliwość podziwiania urody Wisły, a także zażycia chwili odpoczynku przed drogą powrotną. 
               W drodze powrotnej, która prowadziła przez wsie Wólka Tyrzyńska i Dąbrówka, zaskoczył nas deszcz, więc musieliśmy schronić się na przystanku autobusowym. Szczęśliwie wszyscy się tam zmieściliśmy, a ulewa choć intensywna, okazała się być krótkotrwała i już bez problemu mogliśmy wrócić na bazę rajdu do Kozienic, podziwiając po drodze piękny kozienicki Urząd Miejski i park rozciągający się za nim.
                  Tego dnia przejechaliśmy prawie 26 km. I co istotne - Anielka przejechała całą drogę na rowerze sama. Chociaż na początku było jej ciężko i troszkę narzekała, to w drodze powrotnej się rozkręciła i jechała zaraz za swoim Tatą czyli pilotem grupy. Tak więc można powiedzieć, że to ona przywiozła naszą grupę do bazy :-)
                Środowy wieczór zakończyła powitalna impreza integracyjna zorganizowana w ośrodkowej świetlicy. I chociaż chęci do zabawy były duże, a dzieci bawiły się fantastycznie, trzeba było pamiętać, że następnego dnia mamy kolejne kilometry do przejechania i chcąc nie chcąc trzeba było zbierać się do spania...
Trasa pierwszego dnia


poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Po najbliższej okolicy

   W chłodną kwietniową sobotę znowu postanowiliśmy troszeczkę pojeździć. Ponieważ warunki atmosferyczne nie sprzyjały dalekim podróżom, tym razem postanowiliśmy pojeździć po najbliższej okolicy. Na wycieczkę tradycyjnie już wybrała się z nami zaprzyjaźniona rodzinka M.
    Na punkt spotkania wybraliśmy podcienia Trasy Łazienkowskiej po praskiej stronie Wisły. Stamtąd - ścieżką rowerową podwieszoną pod mostem Łazienkowskim przejechaliśmy na Czerniaków. Tam skierowaliśmy się w stronę Kopca Powstania Warszawskiego. Chociaż mieszkam w Warszawie od urodzenia, to do tego miejsca udało mi się dotrzeć po raz pierwszy. 
     Na sam szczyt Kopca prowadzą liczne schody, wzdłuż których wyjeżdżona jest dzika ścieżka rowerowa. My postanowiliśmy zostawić rowery pod okiem Grzesia i pieszo wdrapaliśmy się na Kopiec. Monument upamiętniający Powstanie Warszawskie i krwawe walki na Czerniakowie robi ogromne wrażenie.
     Z Kopca rozpościera się też piękny widok na Warszawę. Dziewczyny próbowały nawet wypatrzeć nasz dom ;-)
     W drodze powrotnej postanowiliśmy przetestować nowy łącznik Czerniakowa z Mostem Siekierkowskim - oddaną niedawno do użytku Aleję Polski Walczącej. Wybudowana wzdłuż niej ścieżka rowerowa jest naprawdę komfortowa i dobrze skomunikowana ze ścieżką przy moście Siekierkowskim, którą dotarliśmy na drugą stronę Wisły. Tam pożegnaliśmy się z Rodzinką M. i wróciliśmy do domu.






Trasa  - ok. 18 km


wtorek, 23 kwietnia 2019

Rowerowy Śmigus-Dyngus

      Lubimy świętować, ale z umiarem ;-) Dlatego też po spędzeniu prawie całej niedzieli za wielkanocnym stołem, w drugi dzień Świąt postanowiliśmy się trochę poruszać. A ponadto była do tego idealna okazja - mój klub rowerowy WKK Wektor spotykał się na Młocinach na tradycyjne "Jajeczko" czyli wielkanocne spotkanie braci kolarskiej.
         Niezrażeni tym, że pogoda nie była już tak idealna jak w niedzielę Wielkanocną, wsiedliśmy na nasze dwukołowce i ścieżką rowerową nad Wisłą ruszyliśmy w kierunku Mostu Północnego. Tam przejechaliśmy na drugą stronę rzeki i zjechaliśmy wprost do Parku Młocińskiego, gdzie członkowie Wektora już świętowali zgromadzeni pod jedną z turystycznych wiat. Zgodnie z tradycją, i w duchu filozofii "zero waste" każdy przywiózł na spotkanie smakołyki, które zostały mu ze świątecznego stołu. Oj było co jeść ;-)
     Niestety pogoda z minuty na minutę stawała się coraz gorsza, więc nie mogliśmy zbyt długo ucztować, bo jeszcze mieliśmy przed sobą ok 22 km drogi powrotnej do domu. Gdy do tego zaczął siąpić deszcz, chcąc nie chcąc, pożegnaliśmy się z naszymi rowerowymi kolegami (którzy mieli do domu zdecydowanie bliżej) i ruszyliśmy w stronę domu.

Pogoda z minuty na minutę robiła się gorsza


      Nasze dzieci niezrażone pogarszającą się pogodą postawiły sobie za cel rodzinne lody na nadwiślańskich bulwarach... Cóż było robić - smagani wiatrem dotarliśmy do jednej z niewielu otwartych tego dnia knajpek i schroniwszy się w jej zacisznym wnętrzu, zasiedliśmy do lodowej uczty. A właściwie nasze dzieci zasiadły, bo my z Grzesiem zdecydowanie bardziej mieliśmy ochotę na gorącą kawę, niż przeraźliwie zimne lody ;-)
Na Bulwarach ludzi wywiało
Selfiaczek na Bulwarach musi być

Pędzimy na lody
       Po lodach okazało się, że wiatr nabrał już takiej siły, że Anielka - aby jej wiatr nie porwał, musi przesiąść się ze swojego roweru do przyczepki. Na szczęście jej rower mogliśmy zaczepić za pomocą holu rowerowego do mojego roweru. Tak przygotowani pognaliśmy w stronę domu. Ileż było śmiechu, gdy ludzie widzący mnie pędzącą z przyczepionym pustym dziecięcym rowerem krzyczeli za mną: "dziecko pani zgubiła" ;-)


Trasa - długość 45,61 km

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Rozpoczęcie sezonu z Wektorem

   W piękną słoneczną niedzielę 7 kwietnia wybraliśmy się na pierwszą w tym sezonie rowerową wycieczkę z moim rodzimym klubem rowerowym, czyli WKK "Wektor". 
   Zbiórka, tradycyjnie już, miała miejsce nieopodal wilanowskiego ratusza:




 Stamtąd wyruszyliśmy w kierunku Lasu Kabackiego. Tam, również zgodnie z tradycją ;-) zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek nieopodal Dębu Hetman. Gdy nabraliśmy sił, aby ruszyć w dalszą drogę, skierowaliśmy się w stronę Konstancina, gdzie mieliśmy zaplanowany dłuższy odpoczynek w lubianej przez wielu rowerzystów Chacie Wuja Toma. Tam obowiązkowo trzeba spróbować kultowych placków!



Ciśnij Grzesiu, ciśnij ;-)
    W drodze powrotnej, przez Park Zdrojowy w Konstancinie i Bielawę, dotarliśmy do pewnego ciekawego miejsca na kulinarnej mapie Warszawy, a mianowicie do "restauracji gotującej na pocieszenie" - jak sami o sobie piszą - czyli do Jemy na tarasie.



 Jest to miejsce otwarte tylko w sezonie, w soboty i w niedzielę, gdyż umiejscowione jest w budynku przedszkola. Oprócz pysznej kuchni oferuje dużą przestrzeń na świeżym powietrzu, gdzie dzieciaki mogą wybiegać i wybawić się do woli. Polecamy bardzo, szczególnie rodzinom z dziećmi.

Po prostu - Jemy na tarasie :-)

Nasze rowerowe combo
    W bistro tym pożegnaliśmy się z kolegami z klubu i już w okrojonym gronie wyruszyliśmy w stronę domu. To było bardzo udane rozpoczęcie sezonu :-)


Trasa (około 48 km)

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Spacer w koronach drzew

   W ostatnią niedzielę marca, zachęceni wpisem na blogu moi-mili.pl, wybraliśmy się do Pomiechówka, aby pospacerować w koronach drzew. Jest to zupełnie nowa atrakcja w okolicach Warszawy, otwarta jesienią 2018 r. Jest to ścieżka spacerowa, której jedna część zawieszona jest dosłownie w koronach drzew, a druga część prowadzi między ogromnymi tablicami edukacyjnymi z ilustracjami z ulubionej przez nasze córki książki "Rok w lesie" E. Dziubak. Nie mogliśmy więc nie obejrzeć tak ciekawego miejsca zlokalizowanego nieopodal Warszawy.
    Na spacer wybrała się z nami zaprzyjaźniona Rodzinka M. Tym razem podróżowaliśmy samochodami, gdyż dla dzieci odległość Warszawa-Pomiechówek jest jednak jeszcze zbyt duża, aby mogli pokonać ją samodzielnie rowerami. Auta zostawiliśmy na parkingu pod Zajazdem Magnolia na ul. Modlińskiej 1 i ruszyliśmy ku przygodzie.
      Pomiechowska ścieżka w koronach drzew to miejsce, gdzie koniecznie trzeba się wybrać. Urzekła nas już od pierwszych metrów, dzieci z zaciekawieniem oglądały kolejne billboardy z ich ulubionymi ilustracjami. Równie ciekawe były same pomosty zawieszone wysoko w gałęziach drzew. I chociaż wiszące mostki są dobrze zabezpieczone, to jednak jest to odcinek tylko dla odważnych ;-) Na szczęście ten sam odcinek można przejść również stąpając mocno po ziemi, chociaż już to aż tak atrakcyjne oczywiście nie jest. W parku czeka na nas jeszcze naturalny labirynt - wydrążony częściowo w ziemi, częściowo zbudowany z krzewów (jeszcze nie miały listków, ale w sezonie to dopiero musi wyglądać świetnie!), tyrolka, kilka placów zabaw... Oj nie sposób się nudzić! A tuż przy wyjściu, dla tych, którym jeszcze mało, zlokalizowany jest park linowy (już płatny; sama ścieżka przed sezonem jest bezpłatna). Polecamy to miejsce bardzo bardzo!
     Pozytywnie zmęczeni wróciliśmy do Zajazdu Magnolia, skąd po zjedzeniu bardzo smacznego obiadku, wróciliśmy do aut i pełni cudownych przeżyć wróciliśmy do domu.





poniedziałek, 25 marca 2019

Rozpoczęcie sezonu 2019

    W niedzielę 24 marca rozpoczęliśmy kolejny sezon rowerowy. Inny od poprzednich, ponieważ Anielka jeździ już samodzielnie (!). Teraz wszystkie plany wycieczkowe trzeba będzie układać tak, aby nasza dzielna 6-latka dała radę przejechać zaplanowaną trasę. Na wszelki wypadek zaopatrzyliśmy się w hol rowerowy, z którego mamy nadzieję jak najmniej korzystać.
    W tym roku sezon rowerowy postanowiliśmy rozpocząć na Śląsku, z rodzimym klubem Grzesia - TKK PTTK im. Wł. Huzy w Gliwicach. Trasa wycieczki wiodła z Gliwic do Tworoga Małego. Tam na wszystkich uczestników czekało ognisko, na którym można było upiec kiełbaskę. był również konkurs na najbardziej ekologiczną marzannę. Uczestnicy popisali się wielką kreatywnością. Wygrała najbardziej ekologiczna i pomysłowa, czyli ciasto państwa Wichrów. Było pysznie!

Marzanna Państwa Wichrów

W drodze powrotnej

Pierwsze samodzielnie przejechane 30 km - to trzeba uczcić!


Trasa - 30 km w obie strony