W końcu! Stało się! Anielka nauczyła się jeździć na dwóch kółkach. Taki sukces koniecznie trzeba było uczcić. Najlepiej wyprawą na lody. I w ten sposób Anielka odbyła pierwszą samodzielną wycieczkę rowerową. Sama przejechała 5 km. Jesteśmy z niej dumni <3
a pierwsza trasa Anielki przebiegała tak: https://www.endomondo.com/users/12587755/workouts/1163085504
poniedziałek, 23 lipca 2018
środa, 11 lipca 2018
Odkrywamy nowe place zabaw w okolicy
Trasa: https://www.endomondo.com/users/12587755/workouts/1155746832
poniedziałek, 9 lipca 2018
Pieszo po Tatrach
W dniach 5-7 lipca zabraliśmy nasze dziewczyny na mini obóz wędrowny po Tatrach. Oto ile Anielka przewędrowała samodzielnie, a Malwinka częściowo na własnych nogach, częściowo w nosidle:
Dzień I: 8,1 km w tym 328 m w górę
Dzień II 4,4 km w tym 369 m w górę
Dzień III 12,0 km w tym 281 m w górę
wtorek, 26 czerwca 2018
VII Pielgrzymka rowerowa
Moja relacja z Pielgrzymki opublikowana na stronie parafii http://parafia-kalety.pl/:
,,Pędzi pod wiatr pielgrzymów gromada, a deszcz ich pogania, aby u stóp Pani Jemielnickiej złożyć swe błagania.”
Trasa: https://www.endomondo.com/users/12587755/workouts/1145162808 / droga powrotna: https://www.endomondo.com/users/12587755/workouts/1145453187
,,Pędzi pod wiatr pielgrzymów gromada, a deszcz ich pogania, aby u stóp Pani Jemielnickiej złożyć swe błagania.”
To
jedno z haseł naszej VII już pielgrzymki rowerowej. Lato w tym roku
przyszło wraz z wiosną. Niestety upalne dni skończyły się wraz z
odejściem wiosny. Zaczęło się lato, zaczęły się wakacje, a piękna pogoda
skończyła się jak ręką uciąć. Nic
więc dziwnego, że organizatorzy siódmej już Parafialnej Rowerowej
Pielgrzymki z parafii św. Józefa w Kaletach-Jędrysku z niepokojem
spoglądali w niebo w pierwszą wakacyjną sobotę, 23 czerwca. Chłodno,
niebo zasnute ciemnymi chmurami, silny wiatr. Czy pielgrzymi nie
zrezygnują? Z nieba zaczyna siąpić deszcz. Ale kaletańskich pielgrzymów
na szczęście taka pogoda nie odstrasza. Na plac kościelny wjeżdżają
pierwsze grupki rowerzystów. Za nimi kolejne. Za chwilę okaże się, że
przybyli prawie wszyscy zapisani uczestnicy.Jeszcze chwila na modlitwę w
kościele, błogosławieństwo od proboszcza, krótkie informacje od
odpowiedzialnego jak co roku za trasę Grzegorza Kukowki na temat dróg,
którymi będziemy pielgrzymować i odprowadzani kościelnymi dzwonami
wyruszamy w drogę do dawnego klasztoru cystersów w Jemielnicy.Pierwsze
kilometry – przez kaletańskie lasy do Mikołeski – dają nadzieję na
poprawę pogody. Deszcz przestaje padać, przez chmury gdzieniegdzie
nieśmiało usiłują przebić się słoneczne promienie. Grupa pielgrzymów
zwartym peletonem dojeżdża do drogi na Tworóg, gdzie zostają podzieleni
na mniejsze podgrupy, aby bezpiecznie, zgodnie z przepisami ruchu
drogowego dotrzeć na pierwszy postój – do kościoła pw. Św. Antoniego w
Tworogu.
Po
wspólnych śpiewach i modlitwach w kościele, pielgrzymi ruszają w dalszą
trasę. Smagani dotkliwymi porywami wiatru, pokonawszy kilka wzniesień,
pielgrzymi docierają do Świbie, gdzie w ciepłych wnętrzach kościoła pw
św. Mikołaja mogą schronić się przed nadciągającą ulewą. W Dąbrówce do
peletonu rowerowych pątników dołącza grupa turystów kolarzy z TKK PTTK
im. Wł. Huzy w Gliwicach, aby wspólnie znosić trudy pielgrzymki i
podążać do Jemielnickiej Pani.Przed dojechaniem do celu pielgrzymki
pątnicy zatrzymują się w jeszcze jednym, bardzo szczególnym miejscu.
Jest to polana na skraju wsi, pod wsią Barut. Miejsce to zwane jest
Śląskim Katyniem. To tutaj w 1946 roku SB zwabiło w okrutną pułapkę 200
polskich partyzantów i pozbawiło ich życia, zamykając i podpalając w
drewnianej stodole. Do dzisiaj na polanie rosną drzewa pamiętające te
straszne wydarzenia. Zmówiwszy ciche „Wieczny odpoczynek racz im dać
Panie…”, pielgrzymi, zadumani nad strasznym losem, który spotkał tych
ludzi, wyruszają w dalszą drogę. Po przejechaniu kolejnych czterech
kilometrów docierają do Jemielnicy.
Po
mszy odprawionej przez naszego ks. Damiana, który jechał z nami na
rowerze, na ambonę wchodzi nieznany pielgrzymom ksiądz. W kilku słowach
przedstawia siebie i grupę, z którą przyjechał do Jemielnicy. A przybyli
z daleka, bo aż z Teksasu. Są potomkami śląskich emigrantów, którzy za
chlebem wyruszyli aż za ocean. Ich ojcowie pochodzili z Boronowa i
okolicznych wiosek. Pielgrzymi z Ameryki dziękują kaletańskim pątnikom
za świadectwo wiary, w którym mieli możliwość uczestniczyć, za mszę św.
tak radosną i rozśpiewaną. U nich ciężko tego doświadczyć. „Kuzyni” z
Teksasu wyruszają w dalszą drogę, a rowerowi pielgrzymi udają się do
poklasztornych ogrodów na chwilę wytchnienia. Pogoda troszkę się
poprawia, można zrobić ognisko, zorganizować zawody. Śmiechom nie ma
końca. Najlepsi dostają nagrody, Ci którym się mniej poszczęściło
dostają nagrody pocieszenia, w postaci bożych krówek. Każdy cukierek
zawiera jakiś święty cytat.
Na
koniec pobytu w Jemielnicy pielgrzymi zwiedzają jeszcze teren
przyklasztorny i pobliskie stawy wraz ze starym kościołem Wszystkich
świętych. Powrotna trasa prowadzi pielgrzymów przez Kielczę, gdzie
przemiły proboszcz opowiada krótką historię parafii i zaprasza jeszcze
do zwiedzenia izby regionalnej. Z Kielczy przez Krupski Młyn pielgrzymi
wracają do swojego kościoła na Jędrysku. Tutaj witają ich kościelne
dzwony i ksiądz proboszcz hojnie polewający wracających święconą wodą.
Wszyscy zbierają się jeszcze w kościele na krótkiej modlitwie, aby
podziękować Maryi za szczęśliwy powrót do domu.
Składamy
serdeczne podziękowania wszystkim dobroczyńcom tej pielgrzymki:Panu
burmistrzowi Klaudiuszowi za koszulki z logo miasta i parafii oraz
udostępnienie samochodu Urzędu Miasta wraz z kierowcą panem Krzysiem ,
który nas asekurował. Wszystkim,
którzy brali udział w organizacji, Piotrowi za piękne zdjęcia, liderom
grup i młodzieży , która dbała by nikt się nie zgubił. Księdzu Damianowi
, że opiekował się nami nie tylko duchowo, ale także pokonał całą trasę
na rowerze pośród nas pielgrzymów.
Trasa: https://www.endomondo.com/users/12587755/workouts/1145162808 / droga powrotna: https://www.endomondo.com/users/12587755/workouts/1145453187
środa, 20 czerwca 2018
poniedziałek, 11 czerwca 2018
środa, 6 czerwca 2018
Mazury Garbate - do Zwalonego Mostu...
Weekend Bożego Ciała planowaliśmy już.. w styczniu. Tak
tak, już zimą myśleliśmy o ciepłych czerwcowych dniach. I słusznie zrobiliśmy,
gdyż okazało się, że Mazury jest to tak popularny cel wyjazdów na długie weekendy,
że już w styczniu był kłopot ze znalezieniem miejscówki. W dodatku ja tym razem
nie chciałam rezerwować „zwykłego” pokoju, szukałam miejsca „jakiegoś”, z
klimatem, z charakterem. Lubię wyszukiwać takie miejsca, a potem rozkoszować
się pobytem w nich. Mamy już kilka takich adresów w Polsce, jednym z nich jest
Villa Cynamon w Wiśle. Każdy pokój ma inną nazwę – Różana Konfitura,
Niebiańskie Pistacje, Truskawki w Śmietanie, i każdy z nich inaczej „smakuje”.
Pokoje zrobione są z dbałością o każdy detal, a pobyt w nich to niesamowita
uczta dla ducha.
I takiego miejsca szukałam też na Mazurach. I udało się!
Zarezerwowaliśmy pobyt w – jak się okazało – naprawdę pięknym miejscu, z
historią, w Domu pod Skrzydłami w Gawlikach Wielkich. Miejsce idealne na wyjazd
z dziećmi, gospodarze przemili, wnętrza piękne, a menu prosto z ogródka. Coś
fantastycznego!
Oczywiście nasz pobyt na Mazurach nie ograniczył się do
smakowania naszego weekendowego mieszkanka ;-) Nie po to tam pojechaliśmy. Jak
to my, z wyjazdu chcieliśmy wycisnąć jak najwięcej, zobaczyć jak najwięcej,
przeżyć jak najwięcej. I to też się udało!
Już w drodze na Mazury zatrzymaliśmy się w Kadzidłowie.
Znajduje się tam Park Dzikich Zwierząt. Jest to miejsce, gdzie nie ma ścieżek
dla zwiedzających, w parku przechodzi się z jednego wybiegu na drugi, z zagrody
do zagrody… po drabinie, przez ogrodzenie. Przewodnik wskazuje, które zwierzęta
są na tyle oswojone, że można do nich podejść, nakarmić je (tylko
„autoryzowanym” przez Park jedzeniem), a do których się lepiej nie zbliżać.
Niesamowite miejsce, niesamowita przygoda. Dzieci były zachwycone.
1 czerwca to oczywiście Dzień Dziecka, więc i atrakcje
przede wszystkim dla dzieci. Tego dnia wybraliśmy się do Giżycka. Były tam
organizowane animacje dla dzieci. Po obejrzeniu spektaklu ruszyliśmy na plażę,
aby zażyć troszkę ochłody w jeziorze Niegocin. Odświeżeni wyruszyliśmy na
spacer po Giżycku, z obowiązkowym przystankiem przy obrotowym moście.
Dziewczyny były tak zafascynowane tym mechanizmem, że nie chciały wracać do
domu, tylko oglądać, oglądać, oglądać… ;-)
W sobotę 2 czerwca postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę
rowerową. Ponieważ wiedzieliśmy, że gospodarze mają dla swoich gości rowery, z
Warszawy wzięliśmy tylko przyczepkę dla dziewczyn. I to był błąd, bo rowery, owszem,
były do wypożyczenia, ale ich stan był łagodnie mówiąc nie najlepszy. Wspomnę
tylko wypadającym kole w jednym z rowerów.. Ale o tych problemach
dowiedzieliśmy się dopiero w trakcie wycieczki. Szkoda było zawracać, więc
daliśmy z siebie wszystko i jakoś udało się zrobić pętelkę po okolicy. Było to
najciężej wykręcone 40 km na rowerze w moim życiu ;-) Ale było warto, bo po
drodze zobaczyliśmy m. in. Zwalony most w Kruklankch. Ruiny robią naprawdę
imponujące wrażenie.
3 czerwca – niedziela – czas powrotu. Nie chcieliśmy
wracać zbyt szybko i postanowiliśmy pokazać jeszcze dziewczynkom jezioro
Śniardwy. Zajechaliśmy do pierwszej lepszej wsi i jakaż niespodzianka -
dostaliśmy pozwolenie na skorzystanie z prywatnej plaży! I zaproszenie na
prywatny camping w przyszłości!
Wyjazd na Mazury był intensywny i bardzo atrakcyjny.
Trasa wycieczki rowerowej: https://www.endomondo.com/users/12587755/workouts/1132531174
wtorek, 29 maja 2018
poniedziałek, 21 maja 2018
czwartek, 10 maja 2018
Dwudniówka z bagażami - cel: Dolina Bobrów
Zaczynamy już piąty sezon naszych "przyczepkowych wycieczek". Do tej pory były to wycieczki jednodniowe. Tym razem postanowiliśmy zrobić sobie mini wyjazd majówkowy (Grześ pracował we wszystkie "dziury") i wyjechać z Warszawy rowerem, z bagażami, na krótki, dwudniowy wypad. Ponieważ na ten pomysł wpadliśmy dosyć późno, zarezerwowaliśmy miejsca noclegowe w pierwszej agroturystyce, w której były jeszcze wolne miejsca ;-) Los pokierował nas do Doliny Bobrów - jak się okazało - sympatycznej agroturystki, 20 km na południe od Mińska Maz.
Na wyjazd wybrała się z nami zaprzyjaźniona rodzina M. Ponieważ ich młodszy syn, prawie 6-latek, jeździ samodzielnie pierwszy sezon, umówiliśmy się, że rowerami wyruszymy wspólnie z Mińska Maz. Oni dojechali tam pociągiem, my rowerami z Warszawy. Z braku innej drogi - jechaliśmy wzdłuż trasy nr 2 na Terespol i o dziwo było całkiem w porządku. Oczywiście nie są to komfortowe warunki do jazdy rowerem - wśród spalin i hałasu, ale cała trasa (oprócz jednego wiaduktu) wiedzie ścieżką rowerową. Jak to w Polsce bywa, każdy odcinek trasy ma inną nawierzchnię (zmiana włodarza - zmiana nawierzchni), ale przynajmniej nie trzeba drżeć o życie jadąc wśród TIRów.
Ponieważ z domu do Mińska Maz. wykręciliśmy ponad 30 km, postanowiliśmy zrobić w tym mieście krótki postój. Oczywiście tradycyjnie na placu zabaw. Jeśli jeszcze nie byliście w mińskim parku Dernałowiczów na placu zabaw, to gorąco polecamy! Oj, jest gdzie szaleć :-). A potem jeszcze obowiązkowo lody przy fontannie przed pobliskim Pałacem Dernałowiczów. A dla szczęściarzy takich jak Mama M. nawet darmowe zwiedzanie tegoż Pałacu :-)
Czas nas jednak gonił, chcąc nie chcąc, musieliśmy ruszać dalej. Z Mińska Maz. wyjechaliśmy naprawdę dobrze zrobioną, asfaltowa ścieżką rowerową. Dalej nasza droga wiodła uroczym leśnym szlakiem rowerowym w okolicach Bożej Woli (normalnie rowerowa autostrada!) do Dworku w tej miejscowości. Dworek nie jest udostępniony niestety do zwiedzania. Podobnie jak pobliskie Centrum Formacyjne. Z Bożej Woli, przez , dotarliśmy w końcu do celu - agroturystyki Dolina Bobrów.
Miejsce okazało się bardzo ciekawe, i co najważniejsze nastawione na dzieci! Ileż tam jest placów zabaw i leśnych labiryntów! A do tego skansen, izba pamięci, mini muzeum... A dla dorosłych miejsce na grilla. Oj jest co robić :-) Tylko trzeba pamiętać, że to obiekty leśne, dzieci po zabawie tam nadają się całe do prania. Ale ponieważ brudne dzieci, to szczęśliwe dzieci, to nikt nie narzekał ;-)
Następnego dnia spakowaliśmy nasze manatki i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Postanowiliśmy wracać przez Celestynów, gdzie rodzinka M. mogła wsiąść do pociągu. Po drodze udało nam się jeszcze trafić na plenerową Mszę św. w uroczej wiosce Radachówka. Również polecamy.
Po przecięciu dwóch krajówek, dotarliśmy w końcu do Celestynowa, gdzie po pizzy i lodach, nadszedł czas pożegnania. Rodzinka M. wsiadła do pociągu do Warszawy, a my popedałowaliśmy do domu przez Otwock, Józefów i Falenicę.
Zdjęcia: Agnieszka M.
czwartek, 3 maja 2018
Pociągiem do Grodziska
W tym roku odkryliśmy bardzo inspirujący
blog https://podrozujacarodzina.pl/
skąd dosłownie garściami można czerpać pomysły na wycieczki bliższe i dalsze. Nas
w tym roku szczególnie zainspirował cykl pt. „Mikrowyprawy”. W cyklu tym
Podróżująca Rodzina poleca ciekawe miejsca, które można odwiedzić podczas
jednodniowej wycieczki w bliskich okolicach Warszawy.
Zainspirowani jednym z artykułów,
postanowiliśmy wybrać się pociągiem do Grodziska Mazowieckiego. Jak się okazało
dla naszych dziewczyn już sama jazda pociągiem była atrakcją. Nie mniejszą niż
fantastyczny plac zbaw w Parku im. Skarbków czy Wodny Plac Zabaw kilka
kilometrów dalej.
Dzień w Grodzisku Mazowieckim był bardzo
intensywny, ale – choć zmęczeni –wróciliśmy bardzo zadowoleni z naszej „mikrowyprawy”.
wtorek, 1 maja 2018
Zaczynamy majówkę
Dzisiaj wraz z naszą zaprzyjaźnioną rodziną M. wybraliśmy się na plac zabaw do Lasku Młocińskiego. Zdjęcia i relacja wkrótce.
Trasa tutaj
Trasa tutaj
poniedziałek, 16 kwietnia 2018
Na kawę i lody do Jabłonny
Pogoda w tym roku nas zdecydowanie rozpieszcza. Chociaż w kalendarzu dopiero kwiecień, temperatury mamy iście letnie. Szkoda byłoby w tak piękną pogodę siedzieć w domu, tak więc skorzystaliśmy z zaproszenia Małgosi Mrówki i postanowiliśmy wybrać się wraz z nią i jej przyjaciółmi do Jabłonny na kawę i lody. Przy okazji na wycieczkę zaprosiliśmy naszych znajomych - rodzinę M., gdzie oprócz Mamy i Taty, na własnych rowerkach jeżdżą ich 6 i 9 letni synowie.
Wczorajsza wycieczka należy zdecydowanie do udanych, chociaż tłum na warszawskich ścieżkach rowerowych przeraża. Ścieżka, którą jechaliśmy - wzdłuż Kanału Żerańskiego oblegana jest przez rowerzystów, spacerowiczów, rolkarzy. Trzeba być maksymalnie skoncentrowanym i bardzo uważać, aby bezpiecznie dojechać do celu. Mimo tych niedogodności, wróciliśmy do domu bardzo zadowoleni z tego rowerowego dnia.
Wczoraj wykręciliśmy 58 km, trasa tutaj
poniedziałek, 9 kwietnia 2018
Oficjalne rozpoczęcie sezonu WKK PTTK "Wektor"
Sezon rowerowy 2018 rozpoczynaliśmy
dwukrotnie ;-) W marcu zrobiliśmy sobie krótką przejażdżkę po okolicy. W
kwietniu rozpoczęliśmy sezon już oficjalnie, wraz z zaprzyjaźnionym klubem WKK „Wektor”
z Warszawy.
W wycieczce planowaliśmy wziąć
udział całą rodziną, niestety tuż przed wyjazdem rozchorowała się Malwinka i zdecydowaliśmy,
że na wycieczkę pojadą reprezentanci, czyli Tata z Anielką.
Trasa wycieczki rozpoczynającej
sezon wiodła już tradycyjnym szlakiem, to jest przez Wilanów do Konstancina. I mimo
iż Anielka była jedynym dzieckiem na wycieczce, to głównym punktem programu
okazał się... plac zabaw w Powsinie. Na wieloosobowych huśtawkach i fantastycznych
karuzelach bawili się wszyscy, od Anielki po emerytowanych członków Klubu.
Wycieczka zakończyła się w naszym
przydomowym ogrodzie, gdzie zostałam oficjalnie przyjęta w poczet członków
Warszawskiego Klubu Kolarzy „Wektor”.
poniedziałek, 26 marca 2018
Nowy sezon, nowe szaty :-)
Wczoraj, w przepiękną niedzielę palmową, rozpoczęliśmy nowy sezon rowerowy. Na spokojnie, niezbyt szybkim tempem, zrobiliśmy rundkę po najbliższej okolicy. Zajrzeliśmy m. in. na budowę Południowej Obwodnicy Warszawy. Inwestycja ta - niezaparzeczalnie niezbędna, zmieni niestety bardzo nasze tereny, gdyż przecina m. in. stare szlaki rowerowe. Ciężko było widzieć wycięte olbrzymie połacie lasu, gdzie będzie budowana trasa.
W drodze powrotnej tradycyjnie wstąpiliśmy na plac zabaw. Bez dziecięcych atrakcji, nie ma dzięcych wycieczek ;-)
Poniżej załączam kilka zdjęć z tej naszej pierwszej tegorocznej wycieczki. Wprawne oko zauważy od razu, że nasze Qeridoo nie jest już niebieskie. Spieszę z wyjaśnieniami. Otóż - poprzedni sezon zakończyliśmy poważną awarią naszej poczciwej przyczepki - pękła w niej rama. Producent zobowiązał się do dostarczenia nam nowej ramy, żebyśmy mogli naprawić przyczepkę i bezpiecznie jeździć nią dalej. Sprawa przeciągała się. Rama, którą otrzymaliśmy na początku, nie pasowała do naszego modelu SpeedKida z 2014 roku. W końcu, dzięki nieocenionej pomocy Sebastiana Miernika z portalu Dzeciaki w plecaki, udało się sprawę zakończyć. Producent przysłał nam nową przyczepkę :-) Tak więc od tego sezonu jesteśmy pomarańczowi :-)
środa, 31 stycznia 2018
Zaproszenie na Rajd Rowerowy po Ziemi Pałuckiej
EDIT z dn. 9 kwietnia: BRAK WOLNYCH MIEJSC, ZAMYKAMY ZAPISY
Z wielką przyjemnością chcielibyśmy zaprosić Was na nasz kolejny Rajd Rowerowy, tym razem po Ziemi Pałuckiej. Rajd odbędzie się w dniach 11-18 sierpnia 2018 roku. Bazą rajdu będzie Zielona Szkoła w Chomiąży Szlacheckiej. Jest to dawna szkoła, która w tej chwili funkcjonuje jako schronisko młodzieżowe (uwaga! we wszystkich pokojach są łóżka piętrowe!). Będzie również możliwość rozbicia namiotu na terenie przyległym do Zielonej Szkoły. W załączniku znajdziecie kilka zdjęć tego urokliwego miejsca.
Z wielką przyjemnością chcielibyśmy zaprosić Was na nasz kolejny Rajd Rowerowy, tym razem po Ziemi Pałuckiej. Rajd odbędzie się w dniach 11-18 sierpnia 2018 roku. Bazą rajdu będzie Zielona Szkoła w Chomiąży Szlacheckiej. Jest to dawna szkoła, która w tej chwili funkcjonuje jako schronisko młodzieżowe (uwaga! we wszystkich pokojach są łóżka piętrowe!). Będzie również możliwość rozbicia namiotu na terenie przyległym do Zielonej Szkoły. W załączniku znajdziecie kilka zdjęć tego urokliwego miejsca.
Trasy rajdowe będą przebiegały przez
powiaty żniński i mogileński. Trasy będą prowadziły wśród malowniczych lasów i
przepięknych jezior Ziemi Pałuckiej. Podczas rajdu będzie możliwość zwiedzenia
m. in. Muzeum Archeologicznego w Biskupinie, Muzeum Kolejki Wąskotorowej w
Wenecji, pałacu w Lubostroniu i wielu innych pięknych i ciekawych miejsc.
Ponadto planujemy dla Was poczęstunek wśród ptaków w Rajskim Ogrodzie i przejażdżkę
bryczką. Dodatkową atrakcją będzie rejs statkiem po jeziorze Gopło. A dla odważnych nurkowanie w Bazie Nurkowej w Piechcinie.
Będzie się działo :-) Zapraszamy serdecznie!
sobota, 30 grudnia 2017
Szopka w Panewnikach
Przy okazji świątecznego pobytu na Śląsku u Dziadków postanowiliśmy zobaczyć największą w Polsce szopkę, która jak co roku budowana jest w Bazylice w Panewnikach (dzielnica Katowic).
Panewnicka szopka jest naprawdę monumentalna, ma 18 metrów wysokości i 32 m. szerokości. Do budowy samego sklepienia wykorzystano 400 żarówek! Te liczby robią wrażenie. Sama szopka również :-)
Oprócz szopki głównej w Panewnikach możemy jeszcze obejrzeć szopkę żywą i ruchomą, a także kolekcję szopek z całego świata. Czarnoskórzy Maryja, Józef i Dzieciątko naprawdę zapadaja na długo w pamięć.
Obok żywej szopki w Panewnikach znajduje się również minizoo. Tak więc dla naszych pociech atrakcji jest tam co nie miara. Nasze dziewczyny nie mogły się napatrzeć :-) Jeśli będziecie w okresie Świątecznym w Panewnikach, zajrzyjcie do Bazyliki koniecznie!
niedziela, 12 listopada 2017
Spacer Niepodległościowy
W tym roku, aby uczcić kolejną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości postanowiliśmy wybrać się wraz z dziadkiem Markiem na spacer po Warszawie, której już nie ma. Pomyślicie pewnie jak to możliwe - przejść się po mieście, które już nie istnieje?
W Warszawie jeszcze do niedawna mieliśmy taką możliwość dzięki Parkowi Miniatur Województwa Mazowieckiego, zlokalizowanym w dawnym Banku Landaua na ul. Senatorskiej. W Parku tym podziwiać można było miniatury najpiękniejszych warszawskich budowli, które niestety zostały zburzone podczas II wojny światowej (lub wcześniej) i do dnia dzisiejszego nie zostały odbudowane. Na wystawie podziwiać mogliśmy m. in. monumentalny Pałac Saski, imponujący budynek Giełdy Warszawskiej, czy model Wielkiego Salonu i Żelaznej Bramy.
Piszę w czasie przeszłym, gdyż jedną z ostatnich możliwości obejrzenia tych niesamowitych eksponatów, warszawska (i nie tylko) publiczność miała właśnie w Dniu Niepodległości, 11 listopada 2017 r. Tydzień później obiekt został zamknięty wskutek wypowiedzenia mu umowy przez miasto i do dnia dzisiejszego szuka nowej lokalizacji. A szkoda, bo była to piękna i pouczająca lekcja historii.
Kilka zdjęć z naszego spaceru:
W Warszawie jeszcze do niedawna mieliśmy taką możliwość dzięki Parkowi Miniatur Województwa Mazowieckiego, zlokalizowanym w dawnym Banku Landaua na ul. Senatorskiej. W Parku tym podziwiać można było miniatury najpiękniejszych warszawskich budowli, które niestety zostały zburzone podczas II wojny światowej (lub wcześniej) i do dnia dzisiejszego nie zostały odbudowane. Na wystawie podziwiać mogliśmy m. in. monumentalny Pałac Saski, imponujący budynek Giełdy Warszawskiej, czy model Wielkiego Salonu i Żelaznej Bramy.
Piszę w czasie przeszłym, gdyż jedną z ostatnich możliwości obejrzenia tych niesamowitych eksponatów, warszawska (i nie tylko) publiczność miała właśnie w Dniu Niepodległości, 11 listopada 2017 r. Tydzień później obiekt został zamknięty wskutek wypowiedzenia mu umowy przez miasto i do dnia dzisiejszego szuka nowej lokalizacji. A szkoda, bo była to piękna i pouczająca lekcja historii.
Kilka zdjęć z naszego spaceru:
niedziela, 10 września 2017
VI Pielgrzymka rowerowa - Kalety - Rokitnica
Doroczne pielgrzymki rowerowe
stały się już tradycją Parafii pw. św. Józefa w Kaletach-Jędrysku. Co roku
dziesiątki pielgrzymów gromadzą się przed kaletańską świątynią, aby wspólnie,
na rowerach, wyruszyć na pielgrzymkową trasę. Za każdym razem pątnicy obierają
inny cel. Dotarli już wspólnie m. in. przed oblicze Jasnogórskiej Pani, do
Sanktuarium Matki Boskiej Leśniowskiej, do Bazyliki Matki Boskiej Piekarskiej,
do Kościoła Matki Boskiej Lubeckiej, a także do Bramy Miłosierdzia w Klasztorze
Ojców Oblatów. W tym roku za cel pielgrzymki pątnicy obrali Świątynię Matki
Boskiej Jedności w dzielnicy Zabrza – Rokitnicy.
więcej zdjęć z Pielgrzymki tutaj
Tegoroczna
pielgrzymka, w odróżnieniu do poprzednich, które odbywały się na początku lata,
została zaplanowana na drugi weekend września. Pogoda w pierwszych wrześniowych
dniach była bardzo niesprzyjająca, każdego dnia padały ulewne deszcze,
pielgrzymi z obawą spoglądali na prognozy pogody, obawiając się w jaką pogodę
przyjdzie im wyruszyć na pątniczą drogę. Jakież było zdziwienie wszystkich, gdy
w pielgrzymkową sobotę 9 września, wyszło piękne słońce, które towarzyszyło
uczestnikom pielgrzymki przez cały dzień. Zdecydowanie tego dnia Niebo było dla
nas łaskawe.
Pielgrzymi
zebrali się przed kaletańskim kościołem o godz. 07.30, gdzie przywitał ich
błogosławieństwem ks. Damian. Potem głos zabrał odpowiedzialny za trasę
pielgrzymki Grzegorz Kukowka, który objaśnił pątnikom trasę, którą tego dnia
mieli podążać do Rokitnickiej Pani.
Po
błogosławieństwie pielgrzymi uformowali 55-osobowy peleton i przez kaletańskie
lasy wyruszyli na pątniczy szlak. Lasem dotarli do Tarnowskich Gór, gdzie,
podzieleni na 3 grupy, przez miasto dojechali do Starych Tarnowic. Tutaj
zostali ugoszczeni przez miejscową parafię gorącą herbatą i kawą. Gdy
pielgrzymi posilili się, udali się do miejscowego zabytkowego kościoła pw. św.
Marcina, gdzie p. Kinga ze Stowarzyszeni Dziedzictwo przybliżyła im historię
świątyni, a następnie spędzili chwilę na wspólnej modlitwie.
Ze
Starych Tarnowic, dosyć pagórkowatym terenem, pielgrzymi wyruszyli w dalszą
drogę, prosto do Centrum Szensztackiego w Rokitnicy. Na miejsce dotarli ok.
godz. 11.00. W Rokitnicy zbierali się już znakomici goście, którzy przybyli na
świętowanie 25-lecia obecności Zgromadzeń Szensztackich w Polsce. Pielgrzymi z
Kalet mieli zaszczyt uczestniczyć we Mszy św. odprawianej przez samego Biskupa Jego Ekscelencję Jana Wieczorka. Po
uroczystej Mszy św. na pątników czekał już poczęstunek – kawa, herbata, ciasto,
a później również i kiełbaska z grilla. W międzyczasie pielgrzymi mogli
wysłuchać historii obecności Instytutu Pań Szensztackich w Rokitnicy, a także
wziąć udział w loterii fantowej. O godz. 15 pątnicy odmówili wspólnie Koronkę
do Miłosierdzia Bożego, po czym wyruszyli w drogę powrotną do Kalet.
Droga
ta wiodła tym razem przez Sportową Dolinę w Tarnowskich Górach, gdzie
pielgrzymi przystanęli, aby podziwiać piękno tarnogórskiej ziemi i przecudne
widoki na miejscowe „Dolomity”. Kolejnym przystankiem na trasie był Kosciół
Kamilianów przy Szpitalu w Tarnowskich Górach. Tu pątnicy przystanęli na chwilę
wspólnej modlitwy i wyruszyli ponownie przez las do Kościoła w Kaletach.
Przed
wjazdem do Kalet pielgrzymi ponownie uformowali peleton, aby wspólnie, zwartą
grupą powrócić do rodzimej Świątyni. Tu podziękowali Bogu przed Najświętszym
Sakramentem za pomyślny przebieg pielgrzymki i rozjechali się do swoich domów.
Pielgrzymka
organizowana była z inspiracji p. Beaty Halamus, przez Parafię św. Józefa w
Kaletach-Jędrysku we współpracy z Urzędem Miasta w Kaletach i Sekcją Turystki
Kolarskiej w Kaletach. Pielgrzymi podróżowali w jednolitych niebieskich
koszulkach ufundowanych przez p. Klaudiusza Kandzię – Burmistrza Miasta Kalety,
a wykonanych przez Państwa Krupa.
![]() |
| fot D.P.Fronczek |
niedziela, 27 sierpnia 2017
Zlot Centralny Racibórz 2017
W tym roku
Centralny Zlot Turystów Kolarzy odbywał się po raz 66, a jego gospodarzem był
Oddział PTTK w Raciborzu, tak więc turyści kolarze mieli możliwość zwiedzenia
przepięknej Ziemi Raciborskiej. Zlot tradycyjnie trwał tydzień, przez ten czas
udało nam się odbyć 5 wycieczek rowerowych, które zaprowadziły nas w wiele
ciekawych miejsc, m. in.:
- do wsi o ciekawej
nazwie Miejsce Odrzańskiego i nad Odrę, gdzie mieliśmy możliwość pojeździć po
przepięknych bezdrożach, przeprawić się promem przez rzekę, ale także
dowiedzieć się, że w tym rejonie Polski sklepy w poniedziałki na ogół są
nieczynne ;-)
- do przerażającego – nie tylko
eksponatami – Muzeum Horroru zlokalizowanego w Pałacu w Wojnowicach (jednym z
najbardziej przerażających „eksponatów” jest jego właściciel, który, naszym
zdaniem ma obsesję na punkcie, nazwijmy to łagodnie, seksualności człowieka i
któremu wszystko kojarzy się z jednym; wcale mu nie przeszkadzała obecność naszej
5-letniej Anielki i innych dzieci, aby co chwilę robić niesmaczne dygresje, nam
uszy puchły, uszy dzieciom zasłanialiśmy, ale niesmak pozostał…)
- do przepięknego Pałacu w
Krowiarkach, przepięknego chociaż już dzisiaj w opłakanym stanie, który
obrazuje losy wielu takich miejsc w Polsce po II wojnie św.; najpierw zlokalizowany
był tutaj sierociniec, potem szpital ortopedyczny, a po zlikwidowaniu szpitala
pałac stał opuszczony i niszczał przez wiele lat; obecny właściciel próbuje
zabytek ratować, ale jest to nie lada wyzwanie… dzisiaj pałac nawiedzają białe
damy… gdyż jest to jeden z ulubionych plenerów sesji ślubnych w tym regionie;
nam swoją architekturą pałac ten przypominał najpiękniejsze Zamki nad Loarą,
ależ okrutnie się obeszła z nami historia…
- do odrestaurowanego dzięki
charyzmie proboszcza klasztoru cysterskiego w Rudach Raciborskich, tutaj
mieliśmy także zjeść przepyszne lody i odbyć przejażdżkę zabytkową kolejką
wąskotorową – jest to ulubiona ostatnio atrakcja Malwinki
- a także za granicę - a dokładnie do Opawy w
Czechach i przepięknego pałacu w Kravare, niemal tak pięknego jak Pałac w
Krowiarkach, chociaż w zdecydowanie lepszym stanie
Są
to miejsca, które najbardziej zapadły w pamięć. Ale przez te pięć dni
odwiedziliśmy również wiele innych przepięknych zakątków Ziemi Raciborskiej. W
sumie wykręciliśmy prawie 300 km, wszystkie trasy zarejestrowaliśmy na
endomondo
Zdjęcia z naszych zlotowych wakacji można obejrzeć tutaj
Subskrybuj:
Posty (Atom)






