poniedziałek, 9 lipca 2018

Pieszo po Tatrach

            W dniach 5-7 lipca zabraliśmy nasze dziewczyny na mini obóz wędrowny po Tatrach. Oto ile Anielka przewędrowała samodzielnie, a Malwinka częściowo na własnych nogach, częściowo w nosidle:
Dzień I: 8,1 km w tym 328 m w górę
Dzień II 4,4 km w tym 369 m w górę
Dzień III 12,0 km w tym 281 m w górę

wtorek, 26 czerwca 2018

VII Pielgrzymka rowerowa

Moja relacja z Pielgrzymki opublikowana na stronie parafii http://parafia-kalety.pl/:

,,Pędzi pod wiatr pielgrzymów gromada, a deszcz ich pogania, aby u stóp Pani Jemielnickiej złożyć swe błagania.”

To jedno z haseł naszej VII już pielgrzymki rowerowej. Lato w tym roku przyszło wraz z wiosną. Niestety upalne dni skończyły się wraz z odejściem wiosny. Zaczęło się lato, zaczęły się wakacje, a piękna pogoda skończyła się jak ręką uciąć. Nic więc dziwnego, że organizatorzy siódmej już Parafialnej Rowerowej Pielgrzymki z parafii św. Józefa w Kaletach-Jędrysku z niepokojem spoglądali w niebo w pierwszą wakacyjną sobotę, 23 czerwca. Chłodno, niebo zasnute ciemnymi chmurami, silny wiatr. Czy pielgrzymi nie zrezygnują? Z nieba zaczyna siąpić deszcz. Ale kaletańskich pielgrzymów na szczęście taka pogoda nie odstrasza. Na plac kościelny wjeżdżają pierwsze grupki rowerzystów. Za nimi kolejne. Za chwilę okaże się, że przybyli prawie wszyscy zapisani uczestnicy.Jeszcze chwila na modlitwę w kościele, błogosławieństwo od proboszcza, krótkie informacje od odpowiedzialnego jak co roku za trasę Grzegorza Kukowki na temat dróg, którymi będziemy pielgrzymować i odprowadzani kościelnymi dzwonami wyruszamy w drogę do dawnego klasztoru cystersów w Jemielnicy.Pierwsze kilometry – przez kaletańskie lasy do Mikołeski – dają nadzieję na poprawę pogody. Deszcz przestaje padać, przez chmury gdzieniegdzie nieśmiało usiłują przebić się słoneczne promienie. Grupa pielgrzymów zwartym peletonem dojeżdża do drogi na Tworóg, gdzie zostają podzieleni na mniejsze podgrupy, aby bezpiecznie, zgodnie z przepisami ruchu drogowego dotrzeć na pierwszy postój – do kościoła pw. Św. Antoniego w Tworogu.
Po wspólnych śpiewach i modlitwach w kościele, pielgrzymi ruszają w dalszą trasę. Smagani dotkliwymi porywami wiatru, pokonawszy kilka wzniesień, pielgrzymi docierają do Świbie, gdzie w ciepłych wnętrzach kościoła pw św. Mikołaja mogą schronić się przed nadciągającą ulewą. W Dąbrówce do peletonu rowerowych pątników dołącza grupa turystów kolarzy z TKK PTTK im. Wł. Huzy w Gliwicach, aby wspólnie znosić trudy pielgrzymki i podążać do Jemielnickiej Pani.Przed dojechaniem do celu pielgrzymki pątnicy zatrzymują się w jeszcze jednym, bardzo szczególnym miejscu. Jest to polana na skraju wsi, pod wsią Barut. Miejsce to zwane jest Śląskim Katyniem. To tutaj w 1946 roku SB zwabiło w okrutną pułapkę 200 polskich partyzantów i pozbawiło ich życia, zamykając i podpalając w drewnianej stodole. Do dzisiaj na polanie rosną drzewa pamiętające te straszne wydarzenia. Zmówiwszy ciche „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie…”, pielgrzymi, zadumani nad strasznym losem, który spotkał tych ludzi, wyruszają w dalszą drogę. Po przejechaniu kolejnych czterech kilometrów docierają do Jemielnicy.
Po mszy odprawionej przez naszego ks. Damiana, który jechał z nami na rowerze, na ambonę wchodzi nieznany pielgrzymom ksiądz. W kilku słowach przedstawia siebie i grupę, z którą przyjechał do Jemielnicy. A przybyli z daleka, bo aż z Teksasu. Są potomkami śląskich emigrantów, którzy za chlebem wyruszyli aż za ocean. Ich ojcowie pochodzili z Boronowa i okolicznych wiosek. Pielgrzymi z Ameryki dziękują kaletańskim pątnikom za świadectwo wiary, w którym mieli możliwość uczestniczyć, za mszę św. tak radosną i rozśpiewaną. U nich ciężko tego doświadczyć. „Kuzyni” z Teksasu wyruszają w dalszą drogę, a rowerowi pielgrzymi udają się do poklasztornych ogrodów na chwilę wytchnienia. Pogoda troszkę się poprawia, można zrobić ognisko, zorganizować zawody. Śmiechom nie ma końca. Najlepsi dostają nagrody, Ci którym się mniej poszczęściło dostają nagrody pocieszenia, w postaci bożych krówek. Każdy cukierek zawiera jakiś święty cytat.
Na koniec pobytu w Jemielnicy pielgrzymi zwiedzają jeszcze teren przyklasztorny i pobliskie stawy wraz ze starym kościołem Wszystkich świętych. Powrotna trasa prowadzi pielgrzymów przez Kielczę, gdzie przemiły proboszcz opowiada krótką historię parafii i zaprasza jeszcze do zwiedzenia izby regionalnej. Z Kielczy przez Krupski Młyn pielgrzymi wracają do swojego kościoła na Jędrysku. Tutaj witają ich kościelne dzwony i ksiądz proboszcz hojnie polewający wracających święconą wodą. Wszyscy zbierają się jeszcze w kościele na krótkiej modlitwie, aby podziękować Maryi za szczęśliwy powrót do domu.
Składamy serdeczne podziękowania wszystkim dobroczyńcom tej pielgrzymki:Panu burmistrzowi Klaudiuszowi za koszulki z logo miasta i parafii oraz udostępnienie samochodu Urzędu Miasta wraz z kierowcą panem Krzysiem , który nas asekurował. Wszystkim, którzy brali udział w organizacji, Piotrowi za piękne zdjęcia, liderom grup i młodzieży , która dbała by nikt się nie zgubił. Księdzu Damianowi , że opiekował się nami nie tylko duchowo, ale także pokonał całą trasę na rowerze pośród nas pielgrzymów.
 

Trasa: https://www.endomondo.com/users/12587755/workouts/1145162808 / droga powrotna: https://www.endomondo.com/users/12587755/workouts/1145453187

środa, 6 czerwca 2018

Mazury Garbate - do Zwalonego Mostu...

Weekend Bożego Ciała planowaliśmy już.. w styczniu. Tak tak, już zimą myśleliśmy o ciepłych czerwcowych dniach. I słusznie zrobiliśmy, gdyż okazało się, że Mazury jest to tak popularny cel wyjazdów na długie weekendy, że już w styczniu był kłopot ze znalezieniem miejscówki. W dodatku ja tym razem nie chciałam rezerwować „zwykłego” pokoju, szukałam miejsca „jakiegoś”, z klimatem, z charakterem. Lubię wyszukiwać takie miejsca, a potem rozkoszować się pobytem w nich. Mamy już kilka takich adresów w Polsce, jednym z nich jest Villa Cynamon w Wiśle. Każdy pokój ma inną nazwę – Różana Konfitura, Niebiańskie Pistacje, Truskawki w Śmietanie, i każdy z nich inaczej „smakuje”. Pokoje zrobione są z dbałością o każdy detal, a pobyt w nich to niesamowita uczta dla ducha.
I takiego miejsca szukałam też na Mazurach. I udało się! Zarezerwowaliśmy pobyt w – jak się okazało – naprawdę pięknym miejscu, z historią, w Domu pod Skrzydłami w Gawlikach Wielkich. Miejsce idealne na wyjazd z dziećmi, gospodarze przemili, wnętrza piękne, a menu prosto z ogródka. Coś fantastycznego!

Oczywiście nasz pobyt na Mazurach nie ograniczył się do smakowania naszego weekendowego mieszkanka ;-) Nie po to tam pojechaliśmy. Jak to my, z wyjazdu chcieliśmy wycisnąć jak najwięcej, zobaczyć jak najwięcej, przeżyć jak najwięcej. I to też się udało!
Już w drodze na Mazury zatrzymaliśmy się w Kadzidłowie. Znajduje się tam Park Dzikich Zwierząt. Jest to miejsce, gdzie nie ma ścieżek dla zwiedzających, w parku przechodzi się z jednego wybiegu na drugi, z zagrody do zagrody… po drabinie, przez ogrodzenie. Przewodnik wskazuje, które zwierzęta są na tyle oswojone, że można do nich podejść, nakarmić je (tylko „autoryzowanym” przez Park jedzeniem), a do których się lepiej nie zbliżać. Niesamowite miejsce, niesamowita przygoda. Dzieci były zachwycone.
1 czerwca to oczywiście Dzień Dziecka, więc i atrakcje przede wszystkim dla dzieci. Tego dnia wybraliśmy się do Giżycka. Były tam organizowane animacje dla dzieci. Po obejrzeniu spektaklu ruszyliśmy na plażę, aby zażyć troszkę ochłody w jeziorze Niegocin. Odświeżeni wyruszyliśmy na spacer po Giżycku, z obowiązkowym przystankiem przy obrotowym moście. Dziewczyny były tak zafascynowane tym mechanizmem, że nie chciały wracać do domu, tylko oglądać, oglądać, oglądać… ;-)
W sobotę 2 czerwca postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę rowerową. Ponieważ wiedzieliśmy, że gospodarze mają dla swoich gości rowery, z Warszawy wzięliśmy tylko przyczepkę dla dziewczyn. I to był błąd, bo rowery, owszem, były do wypożyczenia, ale ich stan był łagodnie mówiąc nie najlepszy. Wspomnę tylko wypadającym kole w jednym z rowerów.. Ale o tych problemach dowiedzieliśmy się dopiero w trakcie wycieczki. Szkoda było zawracać, więc daliśmy z siebie wszystko i jakoś udało się zrobić pętelkę po okolicy. Było to najciężej wykręcone 40 km na rowerze w moim życiu ;-) Ale było warto, bo po drodze zobaczyliśmy m. in. Zwalony most w Kruklankch. Ruiny robią naprawdę  imponujące wrażenie.
3 czerwca – niedziela – czas powrotu. Nie chcieliśmy wracać zbyt szybko i postanowiliśmy pokazać jeszcze dziewczynkom jezioro Śniardwy. Zajechaliśmy do pierwszej lepszej wsi i jakaż niespodzianka - dostaliśmy pozwolenie na skorzystanie z prywatnej plaży! I zaproszenie na prywatny camping w przyszłości!
Wyjazd na Mazury był intensywny i bardzo atrakcyjny. 

Trasa wycieczki rowerowej: https://www.endomondo.com/users/12587755/workouts/1132531174

czwartek, 10 maja 2018

Dwudniówka z bagażami - cel: Dolina Bobrów

             Zaczynamy już piąty sezon naszych "przyczepkowych wycieczek". Do tej pory były to wycieczki jednodniowe. Tym razem postanowiliśmy zrobić sobie mini wyjazd majówkowy (Grześ pracował we wszystkie "dziury") i wyjechać z Warszawy rowerem, z bagażami, na krótki, dwudniowy wypad. Ponieważ na ten pomysł wpadliśmy dosyć późno, zarezerwowaliśmy miejsca noclegowe w pierwszej agroturystyce, w której były jeszcze wolne miejsca ;-) Los pokierował nas do Doliny Bobrów - jak się okazało - sympatycznej agroturystki, 20 km na południe od Mińska Maz.
              Na wyjazd wybrała się z nami zaprzyjaźniona rodzina M. Ponieważ ich młodszy syn, prawie 6-latek, jeździ samodzielnie pierwszy sezon, umówiliśmy się, że rowerami wyruszymy wspólnie z Mińska Maz. Oni dojechali tam pociągiem, my rowerami z Warszawy. Z braku innej drogi - jechaliśmy wzdłuż trasy nr 2 na Terespol i o dziwo było całkiem w porządku. Oczywiście nie są to komfortowe warunki do jazdy rowerem - wśród spalin i hałasu, ale cała trasa (oprócz jednego wiaduktu) wiedzie ścieżką rowerową. Jak to w Polsce bywa, każdy odcinek trasy ma inną nawierzchnię (zmiana włodarza - zmiana nawierzchni), ale przynajmniej nie trzeba drżeć o życie jadąc wśród TIRów.
           Ponieważ z domu do Mińska Maz. wykręciliśmy ponad 30 km, postanowiliśmy zrobić w tym mieście krótki postój. Oczywiście tradycyjnie na placu zabaw. Jeśli jeszcze nie byliście w mińskim parku Dernałowiczów na placu zabaw, to gorąco polecamy! Oj, jest gdzie szaleć :-). A potem jeszcze obowiązkowo lody przy fontannie przed pobliskim Pałacem Dernałowiczów. A dla szczęściarzy takich jak Mama M. nawet darmowe zwiedzanie tegoż Pałacu :-)
         Czas nas jednak gonił, chcąc nie chcąc, musieliśmy ruszać dalej. Z Mińska Maz. wyjechaliśmy naprawdę dobrze zrobioną, asfaltowa ścieżką rowerową. Dalej nasza droga wiodła uroczym leśnym szlakiem rowerowym w okolicach Bożej Woli (normalnie rowerowa autostrada!) do Dworku w tej miejscowości. Dworek nie jest udostępniony niestety do zwiedzania. Podobnie jak pobliskie Centrum Formacyjne. Z Bożej Woli, przez         , dotarliśmy w końcu do celu - agroturystyki Dolina Bobrów.
        Miejsce okazało się bardzo ciekawe, i co najważniejsze nastawione na dzieci! Ileż tam jest placów zabaw i leśnych labiryntów! A do tego skansen, izba pamięci, mini muzeum... A dla dorosłych miejsce na grilla. Oj jest co robić :-) Tylko trzeba pamiętać, że to obiekty leśne, dzieci po zabawie tam nadają się całe do prania. Ale ponieważ brudne dzieci, to szczęśliwe dzieci, to nikt nie narzekał ;-)
         Następnego dnia spakowaliśmy nasze manatki i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Postanowiliśmy wracać przez Celestynów, gdzie rodzinka M. mogła wsiąść do pociągu. Po drodze udało nam się jeszcze trafić na plenerową Mszę św. w uroczej wiosce Radachówka. Również polecamy.
            Po przecięciu dwóch krajówek, dotarliśmy w końcu do Celestynowa, gdzie po pizzy i lodach, nadszedł czas pożegnania. Rodzinka M. wsiadła do pociągu do Warszawy, a my popedałowaliśmy do domu przez Otwock, Józefów i Falenicę.
             Trasa naszej wycieczki tutaj i tutaj :-)
Zdjęcia: Agnieszka M.





czwartek, 3 maja 2018

Pociągiem do Grodziska

          W tym roku odkryliśmy bardzo inspirujący blog https://podrozujacarodzina.pl/ skąd dosłownie garściami można czerpać pomysły na wycieczki bliższe i dalsze. Nas w tym roku szczególnie zainspirował cykl pt. „Mikrowyprawy”. W cyklu tym Podróżująca Rodzina poleca ciekawe miejsca, które można odwiedzić podczas jednodniowej wycieczki w bliskich okolicach Warszawy.
Zainspirowani jednym z artykułów, postanowiliśmy wybrać się pociągiem do Grodziska Mazowieckiego. Jak się okazało dla naszych dziewczyn już sama jazda pociągiem była atrakcją. Nie mniejszą niż fantastyczny plac zbaw w Parku im. Skarbków czy Wodny Plac Zabaw kilka kilometrów dalej.
Dzień w Grodzisku Mazowieckim był bardzo intensywny, ale – choć zmęczeni –wróciliśmy bardzo zadowoleni z naszej „mikrowyprawy”.

wtorek, 1 maja 2018

Zaczynamy majówkę

        Dzisiaj wraz z naszą zaprzyjaźnioną rodziną M. wybraliśmy się na plac zabaw do Lasku Młocińskiego. Zdjęcia i relacja wkrótce.
        Trasa tutaj

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Na kawę i lody do Jabłonny

             Pogoda w tym roku nas zdecydowanie rozpieszcza. Chociaż w kalendarzu dopiero kwiecień, temperatury mamy iście letnie. Szkoda byłoby w tak piękną pogodę siedzieć w domu, tak więc skorzystaliśmy z zaproszenia Małgosi Mrówki i postanowiliśmy wybrać się wraz z nią i jej przyjaciółmi do Jabłonny na kawę i lody. Przy okazji na wycieczkę zaprosiliśmy naszych znajomych - rodzinę M., gdzie oprócz Mamy i Taty, na własnych rowerkach jeżdżą ich 6 i 9 letni synowie.
             Wczorajsza wycieczka należy zdecydowanie do udanych, chociaż tłum na warszawskich ścieżkach rowerowych przeraża. Ścieżka, którą jechaliśmy - wzdłuż Kanału Żerańskiego oblegana jest przez rowerzystów, spacerowiczów, rolkarzy. Trzeba być maksymalnie skoncentrowanym i bardzo uważać, aby bezpiecznie dojechać do celu. Mimo tych niedogodności, wróciliśmy do domu bardzo zadowoleni z tego rowerowego dnia.
               Wczoraj wykręciliśmy 58 km, trasa tutaj

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Oficjalne rozpoczęcie sezonu WKK PTTK "Wektor"


Sezon rowerowy 2018 rozpoczynaliśmy dwukrotnie ;-) W marcu zrobiliśmy sobie krótką przejażdżkę po okolicy. W kwietniu rozpoczęliśmy sezon już oficjalnie, wraz z zaprzyjaźnionym klubem WKK „Wektor” z Warszawy.
W wycieczce planowaliśmy wziąć udział całą rodziną, niestety tuż przed wyjazdem rozchorowała się Malwinka i zdecydowaliśmy, że na wycieczkę pojadą reprezentanci, czyli Tata z Anielką.
Trasa wycieczki rozpoczynającej sezon wiodła już tradycyjnym szlakiem, to jest przez Wilanów do Konstancina. I mimo iż Anielka była jedynym dzieckiem na wycieczce, to głównym punktem programu okazał się... plac zabaw w Powsinie. Na wieloosobowych huśtawkach i fantastycznych karuzelach bawili się wszyscy, od Anielki po emerytowanych członków Klubu.
Wycieczka zakończyła się w naszym przydomowym ogrodzie, gdzie zostałam oficjalnie przyjęta w poczet członków Warszawskiego Klubu Kolarzy „Wektor”.

poniedziałek, 26 marca 2018

Nowy sezon, nowe szaty :-)

            Wczoraj, w przepiękną niedzielę palmową, rozpoczęliśmy nowy sezon rowerowy. Na spokojnie, niezbyt szybkim tempem, zrobiliśmy rundkę po najbliższej okolicy. Zajrzeliśmy m. in. na budowę Południowej Obwodnicy Warszawy. Inwestycja ta - niezaparzeczalnie niezbędna, zmieni niestety bardzo nasze tereny, gdyż przecina m. in. stare szlaki rowerowe. Ciężko było widzieć wycięte olbrzymie połacie lasu, gdzie będzie budowana trasa.
                  W drodze powrotnej tradycyjnie wstąpiliśmy na plac zabaw. Bez dziecięcych atrakcji, nie ma dzięcych wycieczek ;-)
                    Poniżej załączam kilka zdjęć z tej naszej pierwszej tegorocznej wycieczki. Wprawne oko zauważy od razu, że nasze Qeridoo nie jest już niebieskie. Spieszę z wyjaśnieniami. Otóż - poprzedni sezon zakończyliśmy poważną awarią naszej poczciwej przyczepki - pękła w niej rama. Producent zobowiązał się do dostarczenia nam nowej ramy, żebyśmy mogli naprawić przyczepkę i bezpiecznie jeździć nią dalej. Sprawa przeciągała się. Rama, którą otrzymaliśmy na początku, nie pasowała do naszego modelu SpeedKida z 2014 roku. W końcu, dzięki nieocenionej pomocy Sebastiana Miernika z portalu Dzeciaki w plecaki, udało się sprawę zakończyć. Producent przysłał nam nową przyczepkę :-) Tak więc od tego sezonu jesteśmy pomarańczowi :-)


środa, 31 stycznia 2018

Zaproszenie na Rajd Rowerowy po Ziemi Pałuckiej

EDIT z dn. 9 kwietnia: BRAK WOLNYCH MIEJSC, ZAMYKAMY ZAPISY 

Z wielką przyjemnością chcielibyśmy zaprosić Was na nasz kolejny Rajd Rowerowy, tym razem po Ziemi Pałuckiej. Rajd odbędzie się w dniach 11-18 sierpnia 2018 roku. Bazą rajdu będzie Zielona Szkoła w Chomiąży Szlacheckiej. Jest to dawna szkoła, która w tej chwili funkcjonuje jako schronisko młodzieżowe (uwaga! we wszystkich pokojach są łóżka piętrowe!). Będzie również możliwość rozbicia namiotu na terenie przyległym do Zielonej Szkoły.  W załączniku znajdziecie kilka zdjęć tego urokliwego miejsca.
Trasy rajdowe będą przebiegały przez powiaty żniński i mogileński. Trasy będą prowadziły wśród malowniczych lasów i przepięknych jezior Ziemi Pałuckiej. Podczas rajdu będzie możliwość zwiedzenia m. in. Muzeum Archeologicznego w Biskupinie, Muzeum Kolejki Wąskotorowej w Wenecji, pałacu w Lubostroniu i wielu innych pięknych i ciekawych miejsc. Ponadto planujemy dla Was poczęstunek wśród ptaków w Rajskim Ogrodzie i przejażdżkę bryczką. Dodatkową atrakcją będzie rejs statkiem po jeziorze Gopło. A dla odważnych nurkowanie w Bazie Nurkowej w Piechcinie. 
Będzie się działo :-) Zapraszamy serdecznie!



sobota, 30 grudnia 2017

Szopka w Panewnikach

     Przy okazji świątecznego pobytu na Śląsku u Dziadków postanowiliśmy zobaczyć największą w Polsce szopkę, która jak co roku budowana jest w Bazylice w Panewnikach (dzielnica Katowic). 
     Panewnicka szopka jest naprawdę monumentalna, ma 18 metrów wysokości i 32 m. szerokości. Do budowy samego sklepienia wykorzystano 400 żarówek! Te liczby robią wrażenie. Sama szopka również :-)
     Oprócz szopki głównej w Panewnikach możemy jeszcze obejrzeć szopkę żywą i ruchomą, a także kolekcję szopek z całego świata. Czarnoskórzy Maryja, Józef i Dzieciątko naprawdę zapadaja na długo w pamięć.
     Obok żywej szopki w Panewnikach znajduje się również minizoo. Tak więc dla naszych pociech atrakcji jest tam co nie miara. Nasze dziewczyny nie mogły się napatrzeć :-) Jeśli będziecie w okresie Świątecznym w Panewnikach, zajrzyjcie do Bazyliki koniecznie!







niedziela, 12 listopada 2017

Spacer Niepodległościowy

     W tym roku, aby uczcić kolejną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości postanowiliśmy wybrać się wraz z dziadkiem Markiem na spacer po Warszawie, której już nie ma. Pomyślicie pewnie jak to możliwe - przejść się po mieście, które już nie istnieje?
    W Warszawie jeszcze do niedawna mieliśmy taką możliwość dzięki Parkowi Miniatur Województwa Mazowieckiego, zlokalizowanym w dawnym Banku Landaua na ul. Senatorskiej. W Parku tym podziwiać można było miniatury najpiękniejszych warszawskich budowli, które niestety zostały zburzone podczas II wojny światowej (lub wcześniej) i do dnia dzisiejszego nie zostały odbudowane. Na wystawie podziwiać mogliśmy m. in. monumentalny Pałac Saski, imponujący budynek Giełdy Warszawskiej, czy model Wielkiego Salonu i Żelaznej Bramy.
     Piszę w czasie przeszłym, gdyż jedną z ostatnich możliwości obejrzenia tych niesamowitych eksponatów, warszawska (i nie tylko) publiczność miała właśnie w Dniu Niepodległości, 11 listopada 2017 r. Tydzień później obiekt został zamknięty wskutek wypowiedzenia mu umowy przez miasto i do dnia dzisiejszego szuka nowej lokalizacji. A szkoda, bo była to piękna i pouczająca lekcja historii.

    Kilka zdjęć z naszego spaceru:



niedziela, 10 września 2017

VI Pielgrzymka rowerowa - Kalety - Rokitnica

                    Doroczne pielgrzymki rowerowe stały się już tradycją Parafii pw. św. Józefa w Kaletach-Jędrysku. Co roku dziesiątki pielgrzymów gromadzą się przed kaletańską świątynią, aby wspólnie, na rowerach, wyruszyć na pielgrzymkową trasę. Za każdym razem pątnicy obierają inny cel. Dotarli już wspólnie m. in. przed oblicze Jasnogórskiej Pani, do Sanktuarium Matki Boskiej Leśniowskiej, do Bazyliki Matki Boskiej Piekarskiej, do Kościoła Matki Boskiej Lubeckiej, a także do Bramy Miłosierdzia w Klasztorze Ojców Oblatów. W tym roku za cel pielgrzymki pątnicy obrali Świątynię Matki Boskiej Jedności w dzielnicy Zabrza – Rokitnicy.
                Tegoroczna pielgrzymka, w odróżnieniu do poprzednich, które odbywały się na początku lata, została zaplanowana na drugi weekend września. Pogoda w pierwszych wrześniowych dniach była bardzo niesprzyjająca, każdego dnia padały ulewne deszcze, pielgrzymi z obawą spoglądali na prognozy pogody, obawiając się w jaką pogodę przyjdzie im wyruszyć na pątniczą drogę. Jakież było zdziwienie wszystkich, gdy w pielgrzymkową sobotę 9 września, wyszło piękne słońce, które towarzyszyło uczestnikom pielgrzymki przez cały dzień. Zdecydowanie tego dnia Niebo było dla nas łaskawe.
                Pielgrzymi zebrali się przed kaletańskim kościołem o godz. 07.30, gdzie przywitał ich błogosławieństwem ks. Damian. Potem głos zabrał odpowiedzialny za trasę pielgrzymki Grzegorz Kukowka, który objaśnił pątnikom trasę, którą tego dnia mieli podążać do Rokitnickiej Pani.
                Po błogosławieństwie pielgrzymi uformowali 55-osobowy peleton i przez kaletańskie lasy wyruszyli na pątniczy szlak. Lasem dotarli do Tarnowskich Gór, gdzie, podzieleni na 3 grupy, przez miasto dojechali do Starych Tarnowic. Tutaj zostali ugoszczeni przez miejscową parafię gorącą herbatą i kawą. Gdy pielgrzymi posilili się, udali się do miejscowego zabytkowego kościoła pw. św. Marcina, gdzie p. Kinga ze Stowarzyszeni Dziedzictwo przybliżyła im historię świątyni, a następnie spędzili chwilę na wspólnej modlitwie.
                Ze Starych Tarnowic, dosyć pagórkowatym terenem, pielgrzymi wyruszyli w dalszą drogę, prosto do Centrum Szensztackiego w Rokitnicy. Na miejsce dotarli ok. godz. 11.00. W Rokitnicy zbierali się już znakomici goście, którzy przybyli na świętowanie 25-lecia obecności Zgromadzeń Szensztackich w Polsce. Pielgrzymi z Kalet mieli zaszczyt uczestniczyć we Mszy św. odprawianej przez samego Biskupa            Jego Ekscelencję Jana Wieczorka. Po uroczystej Mszy św. na pątników czekał już poczęstunek – kawa, herbata, ciasto, a później również i kiełbaska z grilla. W międzyczasie pielgrzymi mogli wysłuchać historii obecności Instytutu Pań Szensztackich w Rokitnicy, a także wziąć udział w loterii fantowej. O godz. 15 pątnicy odmówili wspólnie Koronkę do Miłosierdzia Bożego, po czym wyruszyli w drogę powrotną do Kalet.
                Droga ta wiodła tym razem przez Sportową Dolinę w Tarnowskich Górach, gdzie pielgrzymi przystanęli, aby podziwiać piękno tarnogórskiej ziemi i przecudne widoki na miejscowe „Dolomity”. Kolejnym przystankiem na trasie był Kosciół Kamilianów przy Szpitalu w Tarnowskich Górach. Tu pątnicy przystanęli na chwilę wspólnej modlitwy i wyruszyli ponownie przez las do Kościoła w Kaletach.
                Przed wjazdem do Kalet pielgrzymi ponownie uformowali peleton, aby wspólnie, zwartą grupą powrócić do rodzimej Świątyni. Tu podziękowali Bogu przed Najświętszym Sakramentem za pomyślny przebieg pielgrzymki i rozjechali się do swoich domów.
                Pielgrzymka organizowana była z inspiracji p. Beaty Halamus, przez Parafię św. Józefa w Kaletach-Jędrysku we współpracy z Urzędem Miasta w Kaletach i Sekcją Turystki Kolarskiej w Kaletach. Pielgrzymi podróżowali w jednolitych niebieskich koszulkach ufundowanych przez p. Klaudiusza Kandzię – Burmistrza Miasta Kalety, a wykonanych przez Państwa Krupa.

fot D.P.Fronczek


więcej zdjęć z Pielgrzymki tutaj

niedziela, 27 sierpnia 2017

Zlot Centralny Racibórz 2017

      W tym roku Centralny Zlot Turystów Kolarzy odbywał się po raz 66, a jego gospodarzem był Oddział PTTK w Raciborzu, tak więc turyści kolarze mieli możliwość zwiedzenia przepięknej Ziemi Raciborskiej. Zlot tradycyjnie trwał tydzień, przez ten czas udało nam się odbyć 5 wycieczek rowerowych, które zaprowadziły nas w wiele ciekawych miejsc, m. in.:
- do wsi o ciekawej nazwie Miejsce Odrzańskiego i nad Odrę, gdzie mieliśmy możliwość pojeździć po przepięknych bezdrożach, przeprawić się promem przez rzekę, ale także dowiedzieć się, że w tym rejonie Polski sklepy w poniedziałki na ogół są nieczynne ;-)
- do przerażającego – nie tylko eksponatami – Muzeum Horroru zlokalizowanego w Pałacu w Wojnowicach (jednym z najbardziej przerażających „eksponatów” jest jego właściciel, który, naszym zdaniem ma obsesję na punkcie, nazwijmy to łagodnie, seksualności człowieka i któremu wszystko kojarzy się z jednym; wcale mu nie przeszkadzała obecność naszej 5-letniej Anielki i innych dzieci, aby co chwilę robić niesmaczne dygresje, nam uszy puchły, uszy dzieciom zasłanialiśmy, ale niesmak pozostał…)
- do przepięknego Pałacu w Krowiarkach, przepięknego chociaż już dzisiaj w opłakanym stanie, który obrazuje losy wielu takich miejsc w Polsce po II wojnie św.; najpierw zlokalizowany był tutaj sierociniec, potem szpital ortopedyczny, a po zlikwidowaniu szpitala pałac stał opuszczony i niszczał przez wiele lat; obecny właściciel próbuje zabytek ratować, ale jest to nie lada wyzwanie… dzisiaj pałac nawiedzają białe damy… gdyż jest to jeden z ulubionych plenerów sesji ślubnych w tym regionie; nam swoją architekturą pałac ten przypominał najpiękniejsze Zamki nad Loarą, ależ okrutnie się obeszła z nami historia…
- do odrestaurowanego dzięki charyzmie proboszcza klasztoru cysterskiego w Rudach Raciborskich, tutaj mieliśmy także zjeść przepyszne lody i odbyć przejażdżkę zabytkową kolejką wąskotorową – jest to ulubiona ostatnio atrakcja Malwinki
- a także za granicę - a dokładnie do Opawy w Czechach i przepięknego pałacu w Kravare, niemal tak pięknego jak Pałac w Krowiarkach, chociaż w zdecydowanie lepszym stanie
                Są to miejsca, które najbardziej zapadły w pamięć. Ale przez te pięć dni odwiedziliśmy również wiele innych przepięknych zakątków Ziemi Raciborskiej. W sumie wykręciliśmy prawie 300 km, wszystkie trasy zarejestrowaliśmy na endomondo

Zdjęcia z naszych zlotowych wakacji można obejrzeć tutaj

niedziela, 23 lipca 2017

Rajd Biesiadny



    ...a dokładnie Rajd Biesiadny, Sportowy i Crossowy czyli kolejna odsłona Rajdów organizowanych w ramach akcji "Rowerowe Pasje na Szlakach Zielonego Wawra". Tym razem uczestnicy mieli do wyboru czy pokonują trasę turystycznie czy wyczynowo. Ci pierwsi jechali z miejsca zbiórki na metę rajdu z przewodnikiem, chętni na drugą wersję dostali mapy na orientację i do mety musieli dotrzeć sami. Start był przy Szkole Podstawowej w Falenicy, a meta przy Oczku Wodnym w Marysinie Wawerskim. W rajdzie wziął udział tata Grześ z dziewczynkami.
             Zdjęcia z Rajdu tutaj


poniedziałek, 17 lipca 2017

W Krainie Zamków i Księżniczek czyli Dolina Loary na rowerze

       Francja, a dokładnie Dolina Loary na rowerze, to było wielkie marzenie moje i mojego męża od czasów, gdy się poznaliśmy. Wyjazd planowaliśmy już na pierwsze narzeczeńskie wakacje. Ale najpierw zabrakło funduszy na realizację marzeń, a potem już po ślubie ciągle coś... a to ja byłam w ciąży ;-), a to dzieci były (wg nas) za małe. Aż w ubiegłym roku po wakacjach sobie powiedzieliśmy, że jeśli nie w 2017 roku, to już pewnie wcale. I zaczęliśmy intensywne przygotowania.
     Zaczęliśmy od zakupu namiotu, bo mimo iż zrezygnowaliśmy z pomysłu podróżowania z bagażami wzdłuż całej Loary, to jednak uznaliśmy, że opcja namiotowa będzie dla dzieci wielką atrakcją, a przy okazji będzie dużo bardziej przyjazna dla naszego budżetu. Po długich rozważaniach i analizach zdecydowaliśmy się na zakup namiotu-domu, jak go nazywa mój mąż. On chciał kupić kawałek materiału do spania ;-) ja się uparłam na namiot, który nie tylko będzie służył nam do spania, ale i w dzień, w razie słotnej pogody, nie dość, że zapewni schronienie przed deszczem, to jeszcze będzie mieć przestrzeń, gdzie będzie można wspólnie spędzić czas. Nasz wybór padł na namiot Palmdale 500 firmy easy Camp. I choć jest naprawdę ogromy, to z wyboru jesteśmy bardzo zadowoleni.
     Gdy mieliśmy już namiot, nadszedł czas na opracowanie całej logistyki wyjazdu: wybór terminu wyjazdu, wyszukanie atrakcyjnych cenowo kampingów i noclegów tranzytowych, no a przede wszystkim obmyślenie i opracowanie tras. Zdecydowaliśmy się wyruszyć z Warszawy nietypowo, bo w pierwszy poniedziałek lipca. Pierwszy weekend lipca we Francji, to zarazem pierwszy weekend wakacji, a co za tym idzie wielkie korki na wszystkich prawie autostradach. Aby ich uniknąć, zdecydowaliśmy się wyruszyć z Polski w poniedziałek 3 lipca. Na nocleg tranzytowy wybraliśmy mały hotel pod Frankfurtem nad Menem. A już na miejscu, w Dolinie Loary, wybraliśmy trzy kampingi przy większych miastach, takich jak Angers, Tours i Blois. Na każdym z kampingów planowaliśmy spędzić od 3 do 5 nocy, a następnie samochodem przemieścić się na kolejny kamping, zwiedzając po drodze te zamki, do których nie dotrzemy rowerami.
     W tzw. "między czasie" udało nam się namówić na wyjazd dziadków - Joannę i Marka, co bardzo ułatwiło nam kwestię transportu, gdyż tradycyjnie już mogliśmy zapakować się do ich busa i wyruszyć wspólnie ku przygodzie :-) Zanim wyruszyliśmy, to jeszcze wpadliśmy na "genialny" pomysł zrobienia w domu remontu generalnego w trakcie naszej nieobecności, co zaowocowało tym, że oprócz spakowania się na wyjazd, musieliśmy jeszcze spakować całe mieszkanie i opróżnić je do ostatniej skarpetki...
      No ale nadszedł w końcu upragniony poniedziałek i wyruszyliśmy :-) Po dwóch dniach jazdy samochodem, noclegu, jak już wspominaliśmy, we Frankfurcie nad Menem, i przejechaniu prawie 2 tys. km dotarliśmy wreszcie na pierwszy kamping Le Grand Jard, w urokliwej miejscowości pod Angers - Saint-Gemmes-sur-Loire. Tu spędziliśmy kolejne trzy dni, podczas których udało nam się rowerami dotrzeć do Zamku w Angers, Zamku w Serrant (prawie, bo do bramy dotarliśmy punkt 17.15, podwoje właśnie się zamykały...) i Zamku w Montgeoffroy (również prawie, bo zamek jest prywatny i wjechać można tylko na pierwsze podwórze, nie ma możliwości zwiedzania).
       W piątek zwinęliśmy manatki i ruszyliśmy w stronę drugiego kampingu, tym razem pod Tours w Cinq-Mars-La-Pile. Po drodze zwiedziliśmy jeszcze Zamek Brissac i Saumur. Pod wieczór dotarliśmy do następnego kampingu, usytuowanego w... parku miejskim. Nas Polaków może to dziwić, a we Francji to norma, że gdy przychodzi sezon wakacyjny, część parków się zamyka, wstawia zaplecze sanitarne i w ten sposób organizuje się sezonowe kampingi. W bardzo przystępnych cenach, nawet w Polsce trudno byłoby w tej cenie znaleźć nocleg pod namiotem.
      W okolicach Tours zabawiliśmy również trzy dni, podczas których zwiedziliśmy m. in. Zamek w Langeais, Zamek w Chinon, w Usse, Azay-le-Rideau i przepiękne ogrody zamku w Villandry.  Ostatniego dnia - w niedzielę, pogoda niepokojąco zaczęła się zmieniać i już niebawem mieliśmy się przekonać, że ze słońcem i upałami musimy pożegnać się niestety na dłużej.
     W poniedziałek 10 lipca ponownie zwinęliśmy obozowisko i ruszyliśmy w kierunku następnego, ostatniego już kampingu, tym razem pod Blois, w miejscowości Cellettes. Po drodze zwiedziliśmy Tours i słynny zamek-most w Chennonceau. Na ostatnim kampingu zostaliśmy kolejne pięć dni, aż do soboty 15 lipca, kiedy to chcąc nie chcąc musieliśmy kończyć wielką francuską przygodę i ruszać w kierunku Polski.
     W okolicach Blois zwiedziliśmy m. in. Zamek w Chaumont, Cheverny (ten, który był pierwowzorem posiadłości Tintina i w którym obecnie znajduje się muzeum tego komiksowego bohatera), w Blois i niesamowity zamek w Chambord.
       Podczas naszej dwutygodniowej wędrówki po Dolinie Loary przejechaliśmy rowerami ok. 450 km, zwiedziliśmy około 27 zamków, zjedliśmy niezliczoną ilość croissantów i bagietek, a przede wszystkim świetnie się bawiliśmy. To był wspaniały, bardzo rodzinny wyjazd :-)
      Jeśli planujecie rowerową wyprawę w te rejony służymy wsparciem i radą, zapraszamy na priv :-)

       Zachęcamy do obejrzenia najciekawszych zdjęć z Francji tutaj